...


"Dla psa nie ma znaczenia czy jesteś bogaty, czy biedny, mądry czy głupi. On tylko chce być kochany."

Jacqueline Francis


*****************************************************************

10 Urodziny Megi i Fabosa
23 lipca 2007 roku nasze psy obchodziły 10-te urodziny.
*****************************************************************
     Kto choć raz miał psa, pozostaje miłośnikiem psów najczęściej przez całe życie. Nieraz nie może się po prostu obejść bez czworonożnego przyjaciela. Tak było również ze mną. Każdy z moich psów miał inny charakter, każdego cechowały odrębne predyspozycje i dlatego każdy czym innym się wyróżniał. Nie były one zawsze grzeczne; zdarzały się niekiedy małe przykrości, ale wszystkie były godne zaufania, wierne i wzruszająco przywiązane do wszystkich domowników.
     Pies w naszym domu był od zawsze. Kiedy miałam rok, moja mama "przytargała" do domu młodą suczkę ze szkoły policyjnej - oczywiście owczarka niemieckiego (prawie jak pies Cywil, choć prawie robi wielką różnicę...) - Ledę. Z powodu braku, w owych czasach aparatu fotograficznego, nie posiadamy niestety jej fotografii. Leda nie była raczej psem kanapowym (jak wszystkie nasze kolejne psiaki), większość czasu spędziła w budzie, głównie za sprawą rządzącej wówczas w domu "starszyzny";-). Leda, z powodu ciężkiej choroby, odeszła od nas szybko. Tak naprawdę to niezbyt ją pamiętam.
     Kiedy miałam sześć lat, dostałam od mamy w prezencie bokserka, a właściwie bokserkę - miała pięć tygodni i bardzo niezdarnie poruszała się na swoich wątłych nóżkach. Nazwałyśmy ją z mamą - Saba (wtedy to z wypiekami na twarzy czytało się przepowiednie królowej Saby...) i została domowym pupilkiem. Saba była moim towarzyszem zabaw, cierpliwym i uległym przyjacielem (dała sobie na przykład spokojnie obciąć sierść, a wiadomo przecież, jakiej długości sierść mają boksery...), była taką małą przytulaną i wcale się nie śliniła, jak mają wyobrażenie o tej rasie psów niektórzy...;-). Oto i ona (zdjęcie z roku 1984) - w kwiecie wieku, rzekłabym.



     Kiedy Saba była już sędziwą staruszką, przyplątał się na naszą ulicę taki mały puszek, którego oczywiście zauważyła i przygarnęła moja mama (już wtedy zaawansowana "psiara"). Okazało się później, że wyrósł na całkiem przystojnego i pokaźnego psa, a dostał imię Fabos (teraz mówimy na niego Fabos I - a dlaczego? - o tym dalej...). Fabos miał "z pyska" urodę Myszki Miki i szczerze mówiąc - był raczej ostrym psem, (chociaż Paweł potrafił go ujarzmić) i było parę lekko "skubniętych" przez niego ofiar, ale co tam - bądźmy szczerzy - należało im się;-)))))



     Fabos miał podpisaną swoim imieniem budę, w której wcale nie mieszkał, a za to wszyscy przechodnie wiedzieli jak go wołać;-) Po kilku latach Fabos otrzymał w prezencie dystyngowaną, 5-letnią wówczas, suczkę Owczarka Szkockiego Collie. Liza była blond pięknością, suką hodowlaną z najwyższymi wystawowymi osiągnięciami, miała nie tylko imię, ale i przydomek hodowlany, który brzmiał: "Liza z Konwaliowego Wzgórza". Liza nie trafiła do nas przypadkowo - jej Pani, a nasza dobra znajoma, zmuszona był do wyjazdu na stałe za granicę i postanowiła powierzyć nam swojego pupila na zawsze. Liza była cudownym psem - spoglądała na mnie jak człowiek. Z jej bursztynowych oczu promieniowała miłość i zaufanie. Szeptałam wówczas do niej, a ona kładła mi głowę lub łapę na kolana i tak pozostawała w bezruchu, dopóki jej nie pogłaskałam. Często mówiliśmy do niej i o niej "Chinka", bo jak się cieszyła, to po prostu się uśmiechała (a taki typowy uśmiech widziałam jedynie u niej jednej...) i miała wtedy takie małe, skośne oczka;-).




     Liza i Fabos nieźle się razem czuli, zaprzyjaźnili się i było im po prostu raźniej. Po jakimś czasie postanowiłam założyć własną hodowlę szczeniaków rasy Collie i nazwałam ją wówczas: "Liza z Irlandzkich Bagien". Nie musiałyśmy już brać udziału w żadnych wystawach psów rasowych, bo wszystkie wymagane tytuły zostały zdobyte wcześniej. Liza miała dwa mioty, z równie zresztą utytułowanym ojcem, który mieszkał aż w Siemianowicach Śląskich:-). Fabos został jedynie "dobrym wujkiem" i trzeba przyznać, że o ile w stosunku do ludzi był nieraz agresywny, to szczeniaki Lizy zawsze traktował z niebywałą czułością.
     Oto jeden z jej miotów.




     Ale co piękne, to szybko się kończy...i po jakimś czasie Fabos został sam. Potem i on odszedł, a był to październik 1997 roku. Odczuwaliśmy straszną pustkę w domu, ja non stop ryczałam i już następnego dnia po jego stracie zakupiliśmy aż w Bielsku Białej, młodą suczkę Collie (tym razem bez rodowodu), którą Paweł całą drogę niósł i wiózł (pociągiem...) na rękach, by nie "chwyciła" jakiś tam zarazków (teoria mojej mamy...) ;-) Imię wymyślaliśmy długo, ale zabawę po długich bojach wygrał Paweł - nazwaliśmy ją Megi. Mój mąż nauczył Megi przechwytywać piłkę w locie (i tylko to ten pies potrafi, niestety...), tak więc z powodzeniem mogłaby być bramkarzem;-) Do tej pory (a ma już 10 lat) jest to jej ulubiona zabawa. Na zdjęciu widać Megi, kiedy miała pół roku.




     Gdy Megi miała rok, zgadnijcie, kto przyprowadził do domu kolejnego psa? Oczywiście moja mama, ponieważ do jej pracy przyplątał się olbrzymi wilczur i coś trzeba było z nim zrobić ;-) A co zrobił Paweł? - odprowadził psa do TP - czyli pracy mojej mamy. Oczywiście popłakałam się, obraziłam się, no i pies powrócił, a teraz jest pupilem mojego męża:-))) jedynym..., a Megi nagle stała się tylko moim psem :-) Paweł nigdy nie prowadzi na spacerze samej Megi - prowadzi albo dwa psy, albo tylko Fabosa. Właśnie - ten pies również ma na imię Fabos, tym razem II ;-) Co więcej - przez te wszystkie lata (w sumie już 9) Paweł nigdy na spacerze nie zamienił się ze mną psem...Ma na Fabosa chyba wyłączność;-)
Megi generalnie zawsze stroi chimeryczną hrabinę, jest złośliwa, ale cudowna zarazem, natomiast Fabos - to cały Pan - dystyngowany, powolny...itp.;-))) Słowa może więcej na ten temat nie napiszę, bo Administrator na pewno usunie... Kundle ogólnie bardzo się zgadzają ze sobą, chociaż potrafią i być bardzo zazdrosne o siebie - trzeba tyle samo uwagi i czułości okazywać zarówno jednemu jak i drugiemu, bo mała wojna "murowana". Psy oczywiście mieszkają w domu, chociaż Fabos II odziedziczył po Fabosie I budę, ale co z tego, skoro ani razu do niej nawet nie wszedł ;-)
Buda została porąbana...
     Kolejny pies ma mieć podobno na imię ...Fabos - III oczywiście!
     Oto mała galeryjka naszych obecnych psiaków.


01 Megi i Fabos.JPG 02 Szkoła Pawła ;-).JPG 03 Po jednym.JPG 04 Megi.JPG 05 Fabos i  upolowana Julka (gościnnie).JPG 06 Fabos i Megi.JPG 07 Rzucam Julką.JPG 08 Czy te oczy mogą kłamać.JPG 12 Co by tu zbroić....JPG 13 Po prostu ja.JPG 14 Kopnij mi, proszę.JPG 15 W całej okazałości.JPG 16 Leżę sobie.JPG 18 Mam piłkę i nikomu nie dam....JPG 19 Wiadro wody ;-).JPG 20 Pokaż język.JPG 21 Pies i jego Pan.JPG 22 Nie budź mnie!.JPG 23 Oczep się już!.JPG 25 Nie po oczach kobieto!.JPG 26 Figurka.JPG 27 Wyćwiczone latami żebractwo.JPG 28 Zmęczony....JPG 29 Dama, po prostu - dama.JPG

     Należałoby również wspomnieć, że Paweł miał także kiedyś psa, którego sam "przytargał" do ówczesnego domu w Żorach - był to mały, żółty, prawie taki tam fafik, a miał na imię.......Pimpek. Po prostu - Pimpek i już wiadomo wszystko ;-) Mogę mieć jedynie nadzieję, że jego imię wymyśliła któraś z sióstr Pawła, ale na wszelki wypadek wolę nie dociekać...;-))) Pimpek przeżył w szczęściu i radości w rodzinnym domu Pawła prawie 17 lat, a wyglądał tak:


Pimpek

     Niby małe zdjęcie? Mały Pimpek, to i mała fotka...Wszystko w temacie. :-)

     Podsumowując: ludzie, którzy kiedykolwiek mieli psa, uważają na ogół, że rodzina bez psa wydaje się niekompletna. Pies zapewnia towarzystwo, daje miłość i czułość. Nie bez znaczenia jest też to, że niektóre rasy potrafią bronić człowieka i jego dobytku. Posiadanie psa zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Większość ludzi kupuje jednak psa po to, żeby mieć towarzystwo. Pies, który jest istotą żywą, reaguje na nas, na naszą obecność i zachowanie bardzo spontanicznie i radośnie. Nawet najbardziej pożądane czy ulubione przedmioty, takie jak wspaniałe samochody, piękne obrazy, książki czy porcelana, nie mogą stwarzać poczucia takiej więzi, jaka wytwarza się między człowiekiem i inną istotą żywą, jaką jest pies. Psy odwzajemniają okazywane im uczucia i niewątpliwie wzbogacają nasze życie; bez nich bylibyśmy psychicznie ubożsi. Nic więc dziwnego, że czworonożni przyjaciele zajmują specjalne miejsce w naszym otoczeniu.
     A na koniec, tradycyjnie już - cytat:


"Przeciętny pies jest milszy niż przeciętny człowiek."

Jacqueline Francis





 
Copyright 2007 SOPAWTEX. All rights reserved.