Jak to Polacy potrafią się zabawić - epizod z pobytu w Turcji

Historia, która przytrafiła się w Turcji.

Pojechaliśmy tam na dwa tygodnie do hotelu Blue Night. W samolocie przez przypadek zwróciłem uwagę na dwóch facetów, chyba tylko dla tego, że byli bardzo podobni do siebie i wydawało mi się, ze podróżują razem. W pierwszy dzień - tuż po zakwaterowaniu - też rzucili mi się w oczy, bo jako jedyni już na starcie chodzili z czerwonymi twarzami, szklanymi oczkami i nie potrafili utrzymać azymutu dłużej niż przez dwa, trzy kroki. No, cóż. Pomyślałem sobie, ze goście się cieszą z długo oczekiwanego urlopu - może pierwszy raz pojechali na All inclusive i od razu porządnie się zabawili. Następnego ranka przy śniadaniu zauważyłem ich w jeszcze gorszym stanie. Pomyślałem sobie - ale goście dali czadu!!! Jeszcze nie wytrzeźwieli! Na obiad też widziałem ich pijanych, na kolację też, a potem już się przyzwyczaiłem. Tak prawdę mówiąc nawet mi nie przeszkadzali, bo bawili się we własnym gronie i nie zaczepiali wszystkich ludzi w hotelu na raz, ale stali się tematem żartów i opowiastek większości gości hotelowych. Doszło nawet do tego, ze miejscowy fotograf, który robił ludziom zdjęcia i sprzedawał je za 2 euro/sztuka zrobił sobie kilka zbliżeń dwóm delikwentom i rozdał barmanom, którym tak się spodobały fotki narąbanych Polaków, że umieścili je na ścianie przy barze - tak, żeby wszyscy mogli je zobaczyć. Obaj byli stałymi gośćmi przy ladzie i z reguły brali wódkę, którą popijali piwem. I tak przez cały tydzień.
Na godne uwagi jest chyba jedno zdarzenie, w którym zagrali główna role razem z pewnym Niemcem.
A było to tak.

Dwóch wyżej wymienionych Polaków siedzi sobie przy stoliku mocno narąbanych. Jednemu z nich najprawdopodobniej zachciało się sikać i w całym swym obrzydzeniu do tureckiej higieny w toaletach przy barowych postanowił pójść załatwić co trzeba do swojego pokoju. Drugi gość, któremu nudziło się samemu przy stoliku zatoczył się na najbliższy wolny leżak przy basenie i rypnął na niego niemal z miejsca zasypiając. Leżał z głową i jedną ręką opuszczoną z jednego boku leżaka i z nogą opuszczoną z drugiego boku w pełnych promieniach południowego słońca. Na stoliku pozostały ich papierosy i nie dopite szklanki z wódką. Teraz do akcji wkracza Niemiec. Ponieważ prawie wszystkie stoliki były zajęte przysiadł się do tego przy którym nikt nie siedział nie zwracając uwagi na to, że na stoliku są jeszcze na wpół pełne szklanki, (często goście nie dopijając odchodzą z baru, a barman też ma swoje ograniczone moce przerobowe i nie zawsze zdąży posprzątać). Po pewnym czasie wraca pierwszy Polak z wyprawy do pokojowej ubikacji. Trochę zdziwiony, że przy stoliku ma innego kompana z wielkim trudem utrzymał kurs i po dotarciu do stolika zwalił się całym swoim ciężarem na krzesło. Niemiec na widok pijanego gościa udawał, że go nie widzi i nie dostrzega wielu oczu patrzących w ich kierunku z uśmiechami w kącikach ust. Nagle podnosi głowę jegomość z leżaka. Z ogromnym trudem i łamiąc wszystkie znane kanony poprawnego chodu dotarł do towarzystwa przy stoliku. Myśląc pewnie, ze jego przyjaciel poznał nowego kolegę wyciągnął rękę do Niemca i czystą polszczyzną z lekkim ślinotokiem przywitał się z kompanem. W tym momencie kilka osób przy basenie parsknęło śmiechem a Niemiec po krótkiej ceremonii powitalnej zrobił szybkie dwa głębokie łyki dopijając do końca swoje piwo i wycofał się na z góry upatrzone pozycje.
Po tygodniu obaj głowni bohaterzy pojechali do domu i pewnie na pytanie jak było na wakacjach mogli śmiało odpowiedzieć:
- nie wiem, jeszcze mi nie opowiadali.

Oni pojechali a zdjęcie w barze pozostało. Przez drugi tydzień mojego pobytu było częstą przyczyna uśmieszków i żartów na temat możliwości konsumpcyjnych Polaków.
Pozdrawiam z tego miejsca tych panów - jeśli to czytają to może w tych postaciach poznają swoje osoby i też troszkę się pośmieją.




 
Copyright 2007 SOPAWTEX. All rights reserved.