Jordania.
Petra - skalne miasto



    Petrę, znajdującą się w Jordanii, odwiedziliśmy w październiku 2006 roku. Na początek jednak - może parę słów o samej Jordanii..

    Jordania to kraj arabski, graniczący z Izraelem, Zachodnim Brzegiem Jordanu, Syrią, Irakiem i Arabią Saudyjską. Łączna długość granic wynosi 1 635 km. Kraj ten posiada ograniczony dostęp do morza - leży nad Zatoką Akaba, nad Morzem Czerwonym.
    Jordania to jedno z najbardziej przyjaznych dla turystów państw Bliskiego Wschodu. Jordańczycy są dumni z powodu swojej arabskiej kultury, z wielką przyjemnością zostaną naszymi przewodnikami i podzielą się tradycją i historią swojej ojczyzny. To miejsce tak antyczne jak i współczesne, tak bogate jak ubogie, tak prawdziwe jak i mistyczne. Ta mieszanka starożytności ze współczesnością w najlepszym wydaniu jest bezsprzecznie celem wycieczek wszystkich, którzy planują odkryć orient i jego zapierającą dech w piersiach historię. Podróż po Jordanii można uznać za skończoną dopiero, gdy odwiedzi się zamki, pałace, teatry i świątynie wszystkich antycznych kultur, które istniały tu przez wieki.
    Jordania jako państwo powstałe w wyniku upadku imperium otomańskiego. W pierwszej fazie Brytyjczycy - korzystając z mandatu Ligi Narodów w Palestynie - utworzyli na wschód od Jordanu emirat Transjordanii. Po II wojnie światowej Transjordania wraz z Cisjordanią utworzyły Jordańskie Królestwo Haszymidzkie. Wszystko zmieniło się po wojnie w 1967 roku, kiedy to Jordania utraciła Zachodni Brzeg oraz wschodnią Jerozolimę. Pamiętać należy, że 80% powierzchni tego niewielkiego kraju zajmuje pustynia rozciągająca się aż do Syrii, Iraku i Arabii Saudyjskiej. Krajobrazy pustynne dominują i nadają charakter temu krajowi. Dostęp do morza zapewnia port w Akabie. Już w X w. p.n.e. istniał tu ośrodek wytopu miedzi i wioska rybacka. W czasach rzymskich biegła tu ważna droga z Damaszku do Egiptu i Palestyny. Krzyżowcy ufortyfikowali oddaloną o 7 km od brzegu Ile de Graye -wysepkę zwaną po arabsku Wyspą Faraona. Po drugiej stronie zatoki widać izraelski kurort Eljat.

    Petra - to najsłynniejsze w Jordanii, różowe miasto. Kiedy wędrowaliśmy przez wąwóz czuliśmy się jak maleńkie istoty. Nic dziwnego. W niektórych miejscach pionowe skały osiągały wysokość znacznie ponad sto metrów. Prawdziwe zaskoczenie czekało na końcu wąskiej ścieżki. Na widok różowej budowli - Skarbca - każdy stawał oszołomiony i wydawał z siebie okrzyk zachwytu. Ten zachwyt towarzyszył nam przez całą wielogodzinną wędrówkę po Petrze - największej turystycznej atrakcji Jordanii.
    A było to tak...Po kilku godzinach podróży z Egiptu, w końcu stanęliśmy u bram Petry. Przewodniczka przypomniała nam o zabraniu wody i nakrycia głowy. Na razie powietrze było rześkie, ale za godzinę, sądząc po bezchmurnym niebie, miał tu zapanować nieziemski wręcz upał. Przekroczyliśmy bramkę i ruszyliśmy płaską jak stół kamienistą drogą. - Gdzie te oglądane na zdjęciach formy skalne, gdzie grobowce i budowle w nich wykute? - zastanawialiśmy się.
    W Petrze, położonej w południowej części Jordanii, życie toczyło się już w okresie paleolotu i neolitu. Jednak prawdziwe miasto założyli tu prawdopodobnie w VI wieku p.n.e. Nabatejczycy - potężne plemię arabskie władające wtedy terenami późniejszej Transjordanii. Wśród gór umiejscowili swą stolicę, gdzie nie tylko mieszkali, ale także składali w wykuwanych w skałach grobowcach zmarłych. Miasto rozkwitało, gdyż w pobliżu przebiegał szlak karawan handlujących przyprawami i jedwabiem. Nabatejczycy opływali we wszystkie dobra, aż do czasów, gdy usłyszeli o nich Rzymianie, którzy najpierw zmusili ich do płacenia podatku, a potem, w 106 roku n.e. podbili Petrę i włączyli ją do utworzonej przez siebie prowincji Arabia. Wkrótce miasto znalazło się na szlaku, którym Rzymianie połączyli Syrię z Morzem Czerwonym. Potem zawitali tu chrześcijanie, a w VII wieku podbili je Arabowie. Miasto zaczęło podupadać, a wkrótce, na skutek trzęsień ziemi opustoszało całkowicie. Usłyszano o nim i to tylko na krótko, dopiero w czasach krzyżowców, którzy na jednym ze szczytów wznieśli twierdzę. Potem popadło w całkowite zapomnienie, ku zadowoleniu Beduinów pilnie strzegących jego tajemnic. Dla świata odkrył Petrę w 1812 roku szwajcarski podróżnik Johann Ludwig Burckhardt, który usłyszał o wspaniałym mieście w skałach i używszy podstępu przekonał Beduinów, by go tam zawiedli. Podstęp polegał na tym, iż jako muzułmanin ślubował złożyć w ofierze kozę na znajdującym się w pobliżu grobie Aarona. Archeolodzy zaczęli swe prace dopiero w ponad sto lat później, a w obecnej formie turyści oglądają Petrę od 1958 roku.
    Wędrując głębokim wąwozem, który powstał na skutek ruchów tektonicznych ziemi, zadzieraliśmy głowy wysoko, bo szczyty ścian kanionu znajdowały się ponad sto metrów nad nami. Nagle zza skał wyłoniła się jasna szczelina, a w niej różowa budowla. Stanęliśmy jak urzeczeni na widok wykutej w skale fasady z kolumnami, figurami, misternie rzeźbionymi sztukateriami. To Skarbiec, w którym podobno piraci ukrywali bajeczne skarby. Prawdopodobnie był to grobowiec jednego z nabatejskich władców. Nie sposób na ocienionym dziedzińcu nie spędzić kilku chwil, by nacieszyć oczy kunsztem dawnych budowniczych. Przed nami jednak była jeszcze kilkugodzinna wędrówka wśród szczytów pełnych niespodzianek, czas więc ruszać w dalszą drogę. Co rusz napotykaliśmy wykute w skałach grobowce. Mieliśmy wrażenie, że cała Petra to jedna wielka nekropolia. Cóż, dawne budynki mieszkalne znikły bezpowrotnie, gdyż budowane były z materiałów, które pod wpływem wiatru i deszczu znikły wieki temu. Minęliśmy Grobowce Królewskie, po czym jakbyśmy się znaleźli w zupełnie innej epoce. Nagle bowiem pojawił się typowy dla czasów rzymskich amfiteatr, w którym mogło zasiadać osiem tysięcy widzów. Spacerowaliśmy ulicą kolumnową i... marzyliśmy o skrawku cienia. Po drodze mijaliśmy fantastyczne formy skalne, które przybierały przeróżne barwy. Wyglądały, jakby ktoś pomalował je warstwowo na żółto, czerwono, fioletowo, granatowo. W zboczach otaczających gór podziwialiśmy setki wydrążonych budowli - domów mieszkalnych, świątyń, grobowców. Ich misterne fasady z tysiącami elementów architektonicznych wzbudziły w nas podziw i zaskoczenie, gdyż mimo, iż ukryte są wśród niedostępnych gór, doskonale harmonizują z ich majestatem.

    Podróż do Petry (tradycyjnie już - polecam film - a tym razem jest to "Indiana Jones- ostatnia krucjata" - gdzie scena finałowa rozgrywa się właśnie w Petrze) od dawna była naszym marzeniem, jesteśmy więc bardzo szczęśliwi, że w końcu i to marzenie udało nam się zrealizować... :-)


*****************************************************************

Zdjęcia z Petry zobacz »





 
Copyright 2007 SOPAWTEX. All rights reserved.