KAZIMIERZ DOLNY 2007_05_24-31



MÓJ PRZEWODNIK SUBIEKTYWNY DLA IZY I PAWŁA

Napisany przez Basię specjalnie dla nas.
Tekst bez zmian

     Moi Drodzy!
     Nawet jeżeli nie zakochcie się w tym czarownym miasteczku, to z pewnością magiczny urok opisywanych poniżej miejsc sprawi, że zakochacie się w sobie, na nowo, jeszcze mocniej, cudowniej, nadzwyczajnie, bajecznie...
     Czego Wam serdecznie życzę w tą wspaniałą Rocznicę Waszego Małżeńskiego Szczęścia.

    NAD WISŁĄ
    Tu najlepiej zacząć przygodę z Kazimierzem. Znakomicie się składa, bo właśnie nad samym brzegiem Wisły będziecie mieszkać. Trzeba Wam tylko wejść na deptak biegnący wzdłuż rzeki i tam spacerować, spacerować, spacerować... Na bulwarach nadwiślańskich skupia się cały gwar najeżdżających tu tłumnie amatorów prostej rekreacji (ci do miasteczka nie wchodzą, bo tam żadnych rozrywek dla siebie nie znajdują). Poza weekendowym najazdem Hunów, na bulwarze jest całkiem miło. Można zjeść rybkę smażoną, cukrową watę, popłynąć gdzieś statkiem lub tylko pokiwać się z kufelkiem piwa na przycumowanej "Dziuni" (to taka zdezelowana barka, jak z "Rejsu" Piwowskiego). Wycieczkę statkiem po Wiśle polecam! Płynie się zazwyczaj do Janowca, Męćmierza i tam statek zawraca. Wszystko to niedługo, niedrogo, a przeżycia niezapomniane i widoki niezwykłe (na otwartym pokładzie można pstrykać fajne fotki, nawet mnie się to udało). Od przystani na lewo bulwarem można dojść aż do przeprawy promowej (na przeciwległym brzegu jest Janowiec) a w prawo idzie się oczywiście w kierunku spichlerzy (to najbardziej charakterystyczne dla Kazimierza budowle i przy okazji Wasze miejsce zakwaterowania). Bulwarem będzie Wam też najprzyjemniej dochodzić do "centrum" miasteczka. W okolicy przystani trzeba zejść schodkami na ulicę Nadwiślańską, która prowadzi do rynku. Można też kawałek dalej zejść przy korycie Grodarza (to taki miejscowy ściek, który przy wezbranych wodach Wisły potrafi nawet zalać pół miasta). Oczywiście najbliżej będzie z Waszego hotelu do rynku ulicami Tyszkiewicza i Podzamcze, ale czy najmilej...?
    I po co ja się tak rozpisuję?! W Kazimierzu zapewne można serce zgubić, ale się zgubić, to raczej niemożliwe.

     RYNEK
    Jak przy sprawach sercowych jesteśmy, to oczywiście sercem Kazimierza jest rynek... I wałaściwie nie wiadomo o co tam chodzi!?
    Sami zobaczycie co będziecie chcieli - studnie, renesansowe kamieniczki, knajpki z piwem, galerie... Jedyne co w tym miejscu trzeba zrobić, to uznać, że nic nie trzeba robić! Tam przesiadują artyści znani i nieznani, zwłaszcza malarze, oraz wszelkiej maści cudoki i odmieńce. Gospodarzami tego miejsca są bezpańskie psy (kundel ma tam nawet swój pomnik). W niektóre poranki na rynku jest targ - prosiaki, kapusta, kozie mleko i pełno śmieci. Do tego plaga Cyganów (nie dajcie się oskubać za dobrą wróżbę, ale zbytnio odganiać się od nich nie należy)...
    Sami się przekonajcie, czy miło jest posiedzieć przy studni na "Gapiej Górce" (tak się nazywa wzniesienie rynku od strony kościoła farnego). Pogapcie się! Może i Wy zobaczycie coś niezwykłego w tym miejscu?.

    MAŁY RYNEK
    To ten plac ze straganami targowymi przylegający do rynku od strony znamienitych Kamienic Przybyłowskich.
    ...Nad nim unosi się duch ubogiego Żyda, ciągnącego na powrozie chudą kozę... To serce dawnego Kazimierza "żydowskiego" z synagogą (obecnie przerobioną na kino) i drewnianymi jatkami koszernymi... Z pewnością warto powłuczyć się między straganami i może nawet kupić jakiś stary rupieć (dla przedłużenia mu żywota i na pamiątkę). Uwaga! W jatkach jest sklep z nalewkami i miodami. Wejdźcie tam koniecznie i nie wychodźcie z pustymi rękami...

     KOGUTY
    W temacie zakupów muszę wspomnieć o konieczności nabycia kazimierskiego "kogutka" - słodkiej bułki, mało smacznej ale bardzo paradnej. Kupuje się je wszędzie, ale te najbardziej tradycyjne są w piekarni u Sarzyńskich (ul.Nadrzeczna 6). Wystarczy z Rynku lub Małego Rynku przejść przez potok Grodarz i już będzie widać gdzie cała gawiedź lezie...

     KOŚCIOŁY
    1)Ten na rynku to kazimierska Fara - najważniejszy, najstarszy... Trzeba go zwiedzić, a odwiedzając sprawdzić, co mają na artystycznym afiszu. Często organizuje się tam ciekawe koncerty, spektakle, wieczory literackie.
    2)W oddali, na przeciwległej stronie rynku widnieje Plebania Góra z klasztorem Franciszkanów - Reformatów. Jest to sankruarium z cudownym obrazem Matki Boskiej Kazimierskiej. Do Kościoła idzie się za Grodarz, ulicą Klasztorną i dalej zadaszonymi schodami w górę. Dawniej to nazywano "Wietrzną Górą" - miejsce pogańskiego kultu, czarownic i czarnej magii... Teraz nie tylko obraz jest tam cudowny, ale i wszechobecny spokój i widok z murów obronnych. Tam czas stoi w miejscu, o czym najlepiej świadczą ci, co nietknięci jego zębem spoczywają od wieków w podkościelnych kryptach. Możecie ich odwiedzić, jak się nie boicie...?
    3)Jest też kościół św.Anny, blisko Małego Rynku przy ulicy Lubelskiej. Najczęściej jest zamknięty. Czasami organizuje się w nim jakieś imprezy kultularne, a to z racji sąsiedztwa z Miejskim Ośrodkiem Kultury.

    ZAMEK I BASZTA
    Trudno, że pod górę, ale tam wejść musicie, inaczej Wasz pobyt w Kazimierzu będzie nieważny!!!
    Za kościołem farnym na prawo ulicą Zamkową, a dalej szlak biegnie w lewo do ruin zamku (średniowieczna warownia wzniesiona przez Kazia W.) i jeszcze wyżej, do baszty (najstarsza budowla Kazimierza, była kiedyś latarnią dla pływających po Wiśle). Właściwie to tam nie ma czego zwiedzać, ale widok z zamku i ze szczytu baszty na przełom Wisły jest wart tej całej "wspinaczki". Wybierzcie się przy dobrej pogodzie, bo wypada pstryknąć kilka fotek. Traficie bez problemu. Wszystko jest wyraźnie oznakowane a wstęp płatny!

    GÓRA TRZECH KRZYŻY
    Idzie się tak jak do zamku, tylko za Farą obok dzwonnicy w prawo (pod szczytem pan/i w krzakach robi akuku i trzeba opłacić bilet wstępu). Góra Trzech Krzyży jest wielkim dobrodziejstwem dla tych co nie znają umiaru w wizytowaniu restauratorskich przybytków Kazimierza. Wchodząc można sporo kalorii spalić, ale nie tylko po to tam się ludzie drapią. Warto wleźć nie raz, żeby zrozumieć po co tylu malarzy siedzi w Kazimierzu. Niewiarygodne jest, jak bardzo zmienia się widok "z krzyży" na miasteczko w zależnoci od pory dnia, pory roku... Może i Wam spodoba się łapanie tych zmian w obiektyw. Spróbujcie!

    SPACERY I SPACERKI
1) Kazimierz trzeba obleźć cały, tak bez celu i bez pośpiechu. Polecam spacer ulicami: Lubelską, Krzywe Koło i Puławską (ta idzie w stronę Waszego hotelu) a po przeciwnej stronie rynku: Plebanką, Klasztorną i Krakowską do Spichlerza Kobiałki (pod numerem 23 przy Krakowskiej jest dom Góreckich w którym my zawsze mieszkamy)... A wszystko po to, żeby zobaczyć na własne oczy charakterystyczną kazimierską architekturę, wiejskie ogródki, galerie i sklepiki z "drożyzną". Może zapragniecie zostać mecenasami sztuki i zainwestujecie w jakiś landszafcik? Kto wie, może za pare lat obraz będzie wart majątek!? Tak czy inaczej, samo łazikowanie po galeriach jest całkiem miłe... Na wypadek niepogody są i muzea. Ja polecam Muzeum Przyrodnicze (w spichlerzu blisko Waszego hotelu). Może warto wstąpić też do muzeum w kamienicy kupca Celeja i zobaczyć "rodowe włości" (tam jest stała ekspozycja historyczna i nobliwa galeria obrazów).
   
2) Do Kuncewiczówki spacerują wszyscy, więc możecie i Wy. Trzeba iść ulicą Nadrzeczną, potem Małachowskiego, którą dochodzi się do domu Marii Kuncewiczowej (zasłoniętego przez obrzydliwy Dom Dziennikarza). W Kuncewiczówce można się załapać na różne imprezy kulturalne, ale lepiej sobie odpuścić i wybrać się od razu (żółtym szlakiem) do wąwozów. Wąwozy lessowe warto zobaczyć, o ile tylko pozwolą Wam na to komary.



   
3) Dół Korzeniowy polecam bardzo! Można tam dojść z mapą (w srtonę Kwaskowej Góry) lub dojechać łazikiem czy fiakrem z przystanku koło poczty.... Jest to bajeczny wąwóz (głęboczyzna lessowa), jak żywcem wzięty z tolkienowskich powieści. Przejść nim można do Gór Drugich i Gór Pierwszych, a z nich zejść malowniczą drogą do miasta lub przejść przez Norowy Dół od razu w okolice Waszego hotelu. Nie zapomnijcie aparatu!
   



4) Do cmentarza żydowskiego też wszyscy spacerują z fociakami. Może i Wy się wybirzecie? Trzeba iść wzdłuż Grodarza ulicą Nadrzeczną lub Lubelską aż do domu "Arkadia" i na tym skrzyżowaniu wejść w Czerniawy. Niebawem zauważycie porozrzucane w lesie macewy i ścianę płaczu... Wszystko to dość przejmujące i malownicze. Zobaczcie sami!





Skwer 5) Do Męćmierza wszyscy "letnicy" chodzą "się plażować". I Was zachęcam, jak tylko słonko zaświeci! Oczywiście, kocyk możecie ze sobą zabrać, ale nie radzę kąpać się w Wiśle... Męćmierz to taka urocza wioska rybacka z chatami krytymi strzechą, wiatrakiem górującym na wysokim brzegu i pięknym widokiem na przeciwległy Janowiec... Taki skansen zamieszkały obecnie przez malarzy, pisarzy, aktorów. A wszystko odcięte od świata! Męćmierz można zobaczyć z wody, płynąc w rejs statkiem po Wiśle. Samochodem nie warto tam się tłuc (chyba, że lubicie jazdę ekstremalną). Najlepiej dojść na nogach, cały czas brzegiem Wisły lub Plebanką i przez Las Miejski. Zabierzcie ze sobą jedzonko i flaszki, bo to strefa wolna od komercji, jeden bar i ani dudu, raczej nic tam nie kupicie...

    GDZIE I CO ZJEŚĆ
    Z tym jest problem taki, że wybór wielki i jak to "osiołkowi w żłobie dano...", przez brak zdecydowania zdechnąć z głodu można! Wszędzie będzie dobrze, ale moim zdaniem najlepiej:
    Knajpa U Fryzjera
(ul.Witkiewicza 2) to jazda obowiązkowa wszystkich kazimierskich smakoszy. W weekendy stolik warto wcześniej zarezerwować (tel.81-8810426, knajpa ma przytulne pięterko). Tam musicie się wybrać, najlepiej nie raz!!! Jest to restauracja żydowska, ale jedzenie nie jest koszerne. Koniecznie trzeba skosztować gęsi pipek, czulent i kreplach, wspaniałe ajercwibele, sałatka litwaków, półgęski, kawior żydowski. Chłodnik na buraczkach, najlepszy na świecie, nawet jak w karcie go nie będzie to się domagajcie! U Fryzjera jest też osobna Pierogarnia (w podwórku), ale kto je pierogi jak ma tyle innych pyszności? Oczywiście, do Pierogarni U Fryzjera można się wybrać innym razem!
    Naleśnikarnia na Krakowskiej!Skwer
Dość długo trzeba iść ulicą Krakowską (po prawej stronie będzie taka wiejska chałupa), ale wierzcie mi, iść warto. Pyszne naleśniki z przeróżnymi dodatkami. My uwielbiamy te gryczane, z łososiem i sosem z sera pleśniowego. Inne też są rewelacyjne!
    Na smaczne placki ziemniaczane z fantazyjną okładziną warto wpaść do takiej knajpki z tarasem, nad Grodarzem (róg Nadrzecznej i Witkiewicza). Tanio i niezobowiązująco.
    Zielona Tawerna (Nadwiślańska 4) - smacznie, miło, romantycznie ale bez kulinarnych cudów. Podobnie jest Pod Wietrzną Górą (Krakowska 1)
    U Sarzyńskich (tam gdzie kogutki) na piętrze jest restauracja, bardzo elegancka, wykwintna, stylowa... Jedzenie pyszne! Tam przyjmowano głowy państw i wszelkie sławy, więc może i Wy będziecie mieli zapotrzebowanie na takie ęszepęsze z racji Waszych obchodów rocznicowych. Drogo!
    Jak zapragniecie czegoś "zwyczajnego" (schaboszczaka lub pomidorowej, a fe...) to jest kilka jadłodajni domowych (zobaczycie szyldy), pierogarni i barów (polecam ten koło Fary u wylotu ulicy Puławskiej). Wszystkie one trzymają poziom ale bez smakowych rewelacji. Nie warto natomiast przepłacać za nieciekawe jedzenie w restauracji "Dwa Księżyce". Zdecydowanie odradzam "Grill" i "Staropolską" na ulicy Nadrzecznej oraz knajpę (tą na parterze) u Sarzyńskich. Podobnie, cukiernia u Sarzyńskich jest do bani. Omijajcie też wielkim łukiem lodziarnie na rynku, bo nie warto tam ani jeść, ani płacić... Właściwie, nie ma w Kazimierzu dobrej cukierni. Jak będziecie chcieli osłodzić sobie życie, to tylko na ulicy Krakowskiej! W Naleśnikarni są pyszne naleśniki deserowe, oczywiście, ale przede wszystkim:
    Musicie złożyć wieczorną wizytę w Herbaciarni U Dziwisza (Krakowska 6). Tam po prostu wypada "się pokazać". Zapewnicie sobie ciekawe przeżycia socjologiczne, bo to najbardziej manieryczny, wręcz kultowy lokal w Kazimierzu. Cały światek artystyczny tam przesiaduje. Jest to rodzaj galerii autorskiej i gościnnej mistrza Dziwisza, a przy tym stoliki do picia herbaty (duży wybór - ja polecam "rosyjską karawanę" z konfiturą). Koniecznie skosztujcie domowej roboty ciasta, zwłaszcza pischingera, jak tylko będzie. W gruncie rzeczy, to tam jest całkiem miło. Polecam.
    Na Krakowskiej (kawałek dalej za Dziwiszem) jest kafeteria - czekoladarnia, czy jakoś tak... Czyli, bardzo miła kawiarenka z wielkim wyborem kawy i wszelkimi do tego słodkościami, czekoladami, ciastkami własnej roboty... Naprawdę warto tam wstąpić!
    I jeszcze "nowość"! Przy ulicy Puławskiej otwarto niedawno Hotel SPA Król Kazimierz... Nigdy tam nie byłam, ale podobno mają w nim być cuda na kiju i doskonała kuchnia... Może zechcecie jako pierwsi zbadać teren?!

    WYCIECZKI KRAJOZNAWCZE
1)Nałęczów warto odwiedzić! Miło jest wybrać się tam na niedzielny spacerek po parku zdrojowym i posiedzieć pod palmą w pijalni wód. Podobno, nic tak nie koi skołatanych nerwów jak słoneczne popołudnie w Nałęczowie... Możecie odwiedzić Bolka Prusa w pałacu Małachowskich i Stefka Żeromskiego w jego słynnej Chacie, lub wykorzystać pobyt w nałęczowskim zdroju bardziej aktywnie. Jest tam prężny ośrodek SPA & Wellness - baseny, sauny i inne dobrodziejstwa... Gdybyście chcieli uzupełnić stracone w wodzie kalorie, to jest gdzie! W moim prywatnym plebiscycie na najlepsze lody w Polsce Nałęczów zajął drugie miejsce (po Nowym Targu). Pyszaności te są w takiej "budolodziarni" na przeciwko Hotelu Przepióreczka (ul.1-go Maja, koło parku). Skosztujcie i oceńcie! Warto też wstąpić do "Eweliny" (ul.Lipowa 16, to ta droga wiodąca do pałacu i parku). Jest to stary, rozsypujący się pensjonat, za to ze świetlaną przeszłością, znakomitą sławą i pysznym ciastem domowym (szarlotka i kremówki są boskie). W kawiarni jest galeria obrazów charyzmatycznej gospodyni tego domu i zaprzyjaźnionych z nią twórców. Na smaczny obiadek lepiej wrócić do Kazimierza (w zdroju wszyscy są na sanatoryjnym wikcie i restauracje nie mają tam dobrej tradycji).

2) Jadąc do Nałęczowa mijać będziecie Wąwolnicę. Na górce jest Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej. Tam zawsze warto wstąpić! Cudowny obraz znajduje się w niewielkiej kaplicy obok bazyliki... Na tej trasie jedźcie ostrożnie i bez wyprzedzania, zwłaszcza w Celejowie.





3) Niedaleko Kazimierza, przy drodze do Puław leży Bochotnica... Po małym spacerku pod górę zobaczycie ruiny zamku, który podobno Wielki Kazio zbudował dla swojej ukochanej Żydówki Esterki. Wieść gminna głosi, że zamek był połączony podziemnym przejściem z tym w Kazimierzu. Kto wie? Wiadomo natomiast, że w późniejszych czasach mieszkała tam Katarzyna Oleśnicka z drużyną rycerzy, słynna zbójniczka, co bogaczy łupiła i biednym rozdawała... No, ruiny jak ruiny... Chcecie, to zobaczcie!

4) Do Janowca! Koniecznie! Tam zwiedzić trzeba imponujące ruiny zamku i odwiedzić stojący nieopodal dwór polski (taki mały skansen). Bardzo ładne widoczki! Można pieszo iść na prom (uwaga - nie kursuje jak wody jest zbyt dużo lub mało) przeprawić się do Janowcana i mozolną drogą pod górę dojść do zamku. Ja radziłabym wybrać się jednak samochodem. Prom jest też dla zmotoryzowanych, ale szybciej i wygodniej będzie pojechać do Janowca przez Puławy (daleko, ale dopiero w Puławach jest most na Wiśle). Na dole w Janowcu znajdziecie małą knajpkę co się nazywa "Maćkowa Chata". Stoi przy drodze, więc niesposób przeoczyć. Jedzonko godne polecenia!

5) Puławy odwiedzić można. Jest to wielka atrakcja turystyczna dla nawiedzonych polonistów i historyków sztuki. Wspomnę tylko, że była to kolebka polskiego sentymentalizmu i wielka przechowalnia narodowych skarbów. Możecie odwiedzić romantyczny park Izabeli Czartoryskiej, ze słynną świątynią Sybilli (świątynia pamięci, czyli najstarsze w Polsce muzeum). W pałacu nie ma nic do zwiedzania, jedynie w Domku Gotyckim (w parku) można zobaczyć ciekawe pamiątki po Czartoryskich i tamtych niezwykłych czasach... Traficie bez trudu (pałac i park sam rzuca się w oczy) ale nie wiem czy Was to zainteresuje!?
    W Puławach warto natomiast zaopatrzyć się w dobry miód. Jest to stolica polskiego pszczelarstwa, z instytutem (w Pałacu Marynki) i sklepami firmowymi (adresy się zmieniają).

6) Niedaleko Puław jest Czarnolas, gdzie oczywiście zwiedzić można dwór - muzeum Jana Kochanowskiego. Znakomite miejsce na wycieczkę szkolną! Wspominam o tym przy okazji, bo może akurat tam zechcecie pojechać.






7) Lublin! Jak zmęczy Was prowincjonalność Kazimierza, wybierzcie się do miasta Lublyyyna. Lubelska starówka jest naprawdę urocza i trzeba tam się zabłąkać na cały dzień (łącznie z wieczorem). Niech Was nie zaskoczy widok sypiących się tynków i rozwalonych murów zabytkowych budowli. To najsmutniejsza wielkomiejska ruina jaką zobaczyć można w Polsce. Ale zobaczyć warto! Samochód najlepiej zostawić na placu pod zamkiem lub z drugiej strony starówki, pod katedrą, i wejść w ten "inny świat" przez bramę Grodzką lub Krakowską. Trzeba zobaczyć rynek, połazić po uliczkach i wąskich przejściach między budynkami i koniecznie wejść na podwórka starych kamienic. Zabierzcie aparat, bo kto ten odchodzący świat utrwali, jak nie Wy! Możecie pochodzić śladami lubelskich Chasydów (sławnego Widzącego z Lublina). Wstąpcie do kościołów, zwłaszcza do Dominikanów i do katedry (tam jest akustyczna zakrystia). Wejdźcie na Wieżę Trynitarską (koło katedry). Zamek królewski można zwiedzać jak się ma sporo czasu, trzeba natomiast koniecznie zobaczyć zamkową kaplicę Trójcy świętaj, bo to rzecz unikatowa...
    Smaczne jedzonko dostaniecie pod Złotym Osłem (ul.Grodzka 5). Jest też pyszna naleśnikarnia Zadora (wchodzi się z rynku pod nr 8). Knajpek jest sporo, tylko wybierać! A jeszcze możecie sprawdzić co jest na Grodzkiej 21 (koło bramy). Była tam kiedyś urocza kafejka pod szyldem "Magiczny Adres" (z różnymi ciekawostkami) ale minionego lata lokal był w remoncie.
8) Pałac w Kozłówce odwiedzają tłumy ludzi (zwłaszcza w weekendy nie ma gdzie zaparkować). Trudno się temu dziwić, bo jest to wielka posiadłość magnacka z kompletnym i autentycznym wyposażeniem wnętrz. Zamojscy (bo to ich ordynacja) mieszkali tam jeszcze w czasie ostatniej wojny i teraz znów odzyskali swoje dobra, jednak muzeum wnętrz w Kozłówce istnieje nadal. Pałac w stylu barokowym budzi powszechny zachwyt, więc może i Wy zechcecie go zobaczyć... Nie wiem czy będzie warto, bo to raczej długa i daleka wycieczka?

     NA TRASIE
    Do Kazimierza oczywiście najłatwiej dojechać przez Kielce. Mniej wygodna, ale niezwykle atrakcyjna droga wiedzie natomiast przez Kraków (Nową Hutę),obok Puszczy Niepołomickiej, dalej przez Igołomię, Korczyn i Wiślicę, Pacanów, Połaniec, Koprzywnicę do SANDOMIERZA, a potem przez Dwikozy, Zawichost, Annopol, Józefów... Jest to stara Droga Nadwiślańska, królewski trakt wiodący przez wiele historycznych miejscowości. Może warto tamtędy pojechać, by podziwiać po drodze rozległe sady jabłoni!?
    Sandomierz przynajmniej raz w życiu trzeba zobaczyć!!! Rynek ze słynnym ratuszem, wąskie uliczki biegnące w dół i w górę (Brama Opatowska i urocze Ucho Igielne), zamek królewski oraz główną turystyczną atrakcję, czyli podziemia sandomierskie! Jest też kilka wspaniałych i tajemniczych kościołów, zwłaszcza ten katedralny, Dominikanów (św.Jakuba) i św Pawła. Koniecznie należy zobaczyć najsłynniejszy polski wąwóz, Wąwóz Królowej Jadwigi, no i budzący grozę Wąwóz Piszczele. Jeśli Sandomierz zatrzyma Was na dłużej, to warto przenocować w kamienicy Pod Ciżemką (Rynek 27, tel.15-8320550) i tam też można smacznie zjeść. Hotelik mieści się w średniowiecznej kamienicy kupieckiej i jest bardzo romantyczny...
    Niedaleko Sandomierza zwiedzić można:
    1) Najsłynniejsze ruiny, czyli zamek Krzyżtopór w Ujeździe... Wspaniałość i ogrom niezwykłej niegdyś budowli przyciąga stada turystów i bez wyjątku, na wszystkich robi niesamowite wrażenie. Gorąco polecam!
    2) Opatów! Konkuruje z Sandomierzem podziemną trasą turystyczną (wejście na rynku). Warto też zwiedzić słynną Kolegiatę Opatowską i zobaczyć ślady po szlacheckich szablach, ostrzonych na jej murach podczas sejmików.
    3) Zamek w Baranowie Sandomierskim uznawany jest za jedną z najpiękniejszych renesansowych siedzib magnackich w Polsce. Moim zdaniem sprawa przereklamowana! Możecie jednak wybrać się tam osobiście i mieć własne zdanie na ten temat.


    Wielkie dzięki Basiu za Twój przewodnik. Bardzo nam się przysłużył. Kosztowaliśmy chłodnik litewski "U Fryzjera", smakowaliśmy pierogi w "Zielonej Tawernie", zajadaliśmy się pysznymi naleśnikami w Naleśnikarni na ul. Krakowskiej, a mrożona czekolada w Czekoladarni była wprost wyśmienita.
    Zobaczyliśmy wiele miejsc, które nam poleciłaś a nawet więcej.
    Gościliśmy u malarza Kmity, który zaczepił nas na ulicy i zaprosił na dłuższą pogawędkę do swojego domu, a gospodarze prywatnego wiatraka w Mięćmierzu użyczyli nam swojej huśtawki na której relaksowaliśmy się odpoczywając po spacerze. Rozciągał się z tego miejsca niesamowity widok na dolinę Wisły.

    Kazimierz ma swój niepowtarzalny urok i klimat, którego nie można spotkać gdzie indziej.



*****************************************************************************************

Zdjęcia z Kazimierza zobacz »



 
Copyright 2007 SOPAWTEX. All rights reserved.