Dominikana - rok 2005


    Na Karaibach było tak cudownie, wręcz idyllicznie, że postanowiliśmy powtórzyć wypad na Dominikanę w listopadzie 2005 roku, tym razem na wschód wyspy, do Punta Cana.
    Większość wczasowiczów ląduje na lotnisku Punta Cana. Wśród nich przeważają goście korzystający z biur turystycznych, gdyż poza nielicznymi wyjątkami jest to kraina hoteli all inclusive. Już sam budynek lotniska, ładnie pokryty dachem palmowym, harmonijnie wtapia się w krajobraz. Wypoczynkowi sprzyja wspaniała przyroda oraz ciągnące się kilometrami, porośnięte palmami plaże z białym piaskiem nad turkusowym morzem.
    Ponad 20 kompleksów all inclusive powstało na Costa de Coco w pasie o długości 60 kilometrów. A jeszcze w ubiegłym wieku region ten był tak zacofany, że rząd oddawał mieszkańcom ziemię za darmo pod jednym tylko warunkiem: by zakładali tam plantacje palm kokosowych. I tak oto powstały wspaniałe gaje palmowe, dzięki którym wybrzeże zyskało miano Costa de Coco.
    Na północy Costa de Coco dochodzi do zatoki Samana o długości 60 km i szerokości do 15 km. Na jednym jej krańcu rozciąga się porośnięta pierwotną roślinnością nizina, na której utworzono Park Narodowy Laguna Redonda y Liman, na drugim zaś rozpościera się niezwykły krasowy obszar Parku Narodowego Los Haitises. Od grudnia do marca w wodach zatoki kłębią się należące już do rzadkości wieloryby długopłetwce, łączące się w pary i wydające na świat potomstwo.
    Nazwa zatoki pochodzi od okalającego ją na północy półwyspu. Na wybrzeżu zatoki nie ma zbyt wielu plaż, lecz pod względem piękna śmiało mogą się one mierzyć z plażami Costa de Coco. Półwysep Samana, który w zamierzchłych epokach był wyspą, a w czasach wielkich odkryć sławetną kryjówką piratów(polecam film: "Piraci z Karaibów :-)), w przeciwieństwie do Costa de Coco stanowi popularny cel turystów indywidualnych.
    Region Punta Cana/Bavaro nie jest wymarzonym terenem do spacerów, pomijając parę ośrodków handlowych i oczywiście ciągnącą się kilometrami plażę, wzdłuż której stoją stragany z pamiątkami lub egzotycznymi owocami. Po wylądowaniu jechaliśmy kilka kilometrów krętą drogą, mijając drogowskazy z nazwami hoteli, potem przejeżdżaliśmy obok pojedynczych bloków mieszkalnych i willi, by wreszcie trafić do wybranego hotelu, odgrodzonego od reszty świata szlabanem i budką dozorcy. Hotel był jednym z olbrzymich kompleksów starannie ukrytych przed wzrokiem ciekawskich za parkanami i żywopłotami..
    Po paru dniach błogiego lenistwa z drinkiem w ręku, wyruszyliśmy do stolicy Dominikany - Santo Domingo. Warto pamiętać, że Dominikana odegrała kluczową rolę w odkrywaniu Ameryki, o czym się można przekonać, zwiedzając Stare Miasto właśnie w Santo Domingo. Nie każdy wie, że właśnie stąd wyruszano niegdyś na podbój Nowego świata. Koniecznie trzeba przynajmniej raz obejrzeć pierwsze domy hiszpańskich patrycjuszy, pospacerować po bruku Calle Las Damas i zwiedzić Alcazar de Colón, gdzie urzędował syn Krzysztofa Kolumba, piastujący funkcję pierwszego wicekróla Nowej Hiszpanii. Spacer wypada zakończyć w typowo dominikańskim stylu: sącząc cafecito w kawiarni najstarszej katedry obu Ameryk, zerkając jednocześnie na zapracowanych czyścibutów, którzy w Parque Colón polerują obuwie czekających na gości taksówkarzy i zagłębionych w lekturze gazet biznesmenów.
    Początki Santo Domingo są jednocześnie początkami Ameryki. Miasto było dla Hiszpanów punktem wyjścia do kolonizacji Ameryki Południowej i środkowej oraz pierwszym portem dla napływających osadników. Zostało założone 4 sierpnia na wschodnim brzegu Rio Ozima przez brata Krzysztofa Kolumba, Bartolome de Colóna. Rok założenia jest przedmiotem sporu historyków, którzy uważają, że było to między rokiem 1494 a 1498. W 1502 roku, gdy huragan zniszczył osadę (nosiła wówczas nazwę Nueva Isabela), nowy gubernator Nicolas de Ovando przeniósł ją na zachodni brzeg rzeki i nawiązując do niedzieli, dnia założenia, nazwał Santo Domingo. Ze względów bezpieczeństwa wszystkie domy budowano odtąd z kamienia, a miasto stopniowo fortyfikowano.
    Rozrastające się wokół Strefy Kolonialnej (Zona Colonial) Santo Domingo jest ruchliwym i głośnym miastem. Od zgiełku można uciec tylko do parków, pałaców i muzeów. W wielkiej, gwarnej, pełnej życia stolicy mieszka ponad 4 miliony Dominikańczyków, którzy wydają się nieustannie krążyć po ulicach, przeciskając się po sfatygowanych chodnikach lub mknąc przecinającymi miasto i nadającymi mu pozory porządku arteriami. Elementem tego pejzażu są również policjanci stojący na rogach ulic, stali bywalcy oraz obserwatorzy pilnie przypatrujący się przechodniom. Generalnie- miasto to ma niewątpliwie swoisty klimat..
    W Santo Domingo warto zobaczyć Faro a Colón - monumentalne betonowe mauzoleum Krzysztofa Kolumba, otwarte w 1992 roku, z okazji 500-lecia odkrycia Ameryki. Pomysł zbudowania grobowca Kolumba w kształcie krzyża powstał 150 lat temu, jednak urzeczywistniono dopiero niedawno. Wewnątrz jest wystawa na temat epoki odkryć geograficznych. Dalej - warto zobaczyć Calle Las Damas, czyli ulicę prowadzącą do pałacu. Jej obecna nazwa przypomina postać Marii de Toledo, żony Diego Colóna, która lubiła nią spacerować w asyście dam. Na szczególną uwagę zasługuje Catedral Santa Maria la Menor - ponoć kamień węgielny pod tę najstarszą katedrę w Ameryce położył już w 1510 roku sam Diego de Colón. świątynia, której budowę rozpoczęto w 1523 roku, jest mieszaniną renesansu i późnego gotyku.
    Santo Domingo wywarło na nas niesamowite wrażenie i jesteśmy szczęśliwi, że tym razem udało nam się dotrzeć aż do stolicy.
    W czasie pobytu na Dominikanie odbyliśmy również słoneczny rejs katamaranem wzdłuż Wybrzeża Kokosowego, połączony z nurkowaniem powierzchniowym na otwartych wodach Morza Karaibskiego w otoczeniu rekinów i innych fantastycznych stworzeń morskich. W czasie rejsu doznaliśmy niesamowitych wrażeń - zobaczyliśmy podwodny świat we wszystkich kolorach tęczy.
    Kolejnego dnia popłynęliśmy na Saonę- przepiękną wyspę, stanowiącą część Narodowego Parku Dominikany. Na miejscu przywitała nas najbielsza plaża na Karaibach, turkusowa, krystalicznie czysta woda...naturalny basen morski, a dodatkowo przepyszny lunch i oryginalny drink. Żyć i nie umierać- wyobraźcie sobie rajski krajobraz ze szklaneczką w dłoni! Albo ślizg po falach w stylu James'a Bond'a (płynęliśmy tam szybką łodzią motorową...).
    W czasie tego pobytu na wakacjach odkryliśmy również prawdziwą dominikańską wieś. Niezmiernie urzekły nas malownicze karaibskie wioski z kolorowymi domkami wśród niewielkich sadów, które są przeważnie oddalone od hoteli zaledwie o kilka kilometrów. Wiejska sielanka na Dominikanie pozostała w zasadzie nienaruszona, mimo że przed domami stoi dziś o wiele więcej motocykli niż dawniej, co świadczy o rosnącej zamożności mieszkańców. Podczas wyprawy terenową ciężarówką oglądaliśmy pola trzciny cukrowej, plantacje egzotycznych owoców- kakao, kawy i mango, zorganizowano również (o zgrozo!) pokaz walki kogutów. Rozkoszowaliśmy się ponadto widokiem rzek z palmowymi brzegami, przepięknych wzgórz i gór, a nasz aparat fotograficzny oraz kamera nie miały czasu odetchnąć J Odwiedziliśmy typowy dominikański dom z zagrodą, muzeum cygar - flagowego produktu eksportowego Dominikany. Na zakończenie wyprawy relaksowaliśmy się na przepięknej plaży, gdzie można było zagrać w plażową siatkówkę, pojeździć konno (Paweł nie podarowałby sobie tej przyjemności...) bądź poleżeć na piasku, sącząc spokojnie Cuba Libre.
    Dominikana to przepiękny kraj. Krajobraz Dominikany jest niezwykle malowniczy i zróżnicowany - znajdziecie tutaj spektakularne pasma górskie, rzeki wijące się w lasach lub płynące parowami, majestatyczne wodospady, żyzne doliny, lasy namorzynowe, wspaniałych i ciekawych ludzi, a także piaszczyste plaże oblewane przejrzystymi, błękitnymi wodami Karaibów.

    Serdecznie polecamy, a my...hm, co do nas - to jestem pewna, że jeszcze kiedyś tam się wybierzemy;-)



*****************************************************************

Zdjęcia z pobytu na Dominikanie w 2005r. zobacz »





 
Copyright 2007 SOPAWTEX. All rights reserved.