>
 


DZIAL HUMOR

<< wstecz - str. 1 <<

>> dalej - str. 3 >>

120.
Pewien facet zgrał się w kasynie do przysłowiowej "suchej nitki". Żal i emocje były tak wielkie, że gość dostał sraczki. Cóż z tego skoro wiedział, że kabiny w całym kasynie otwierają się dopiero po wrzuceniu 25 centów, a kieszenie jak już wiadomo miał puściutkie. Poprosił więc mężczyznę, który siedział przy automacie do gry o jedną ćwierćdolarówkę. Dostał ją i szczęśliwy poleciał do WC. Tu szczęście uśmiechnęło się do niego ponownie bo jedna z kabin była nie domknięta więc odwalił co miał odwalić za darmo. Wychodząc z kibla wrzucił "zaoszczędzoną" monetę do pierwszej z brzegu maszyny i... Jackpot. Wypłata 10 000 $.
Zagrał więc jeszcze w ruletkę i do rana został milionerem. Oczywiście zainteresowały się całą sytuacją gazety. Wywiady, zdjęcia, pytania. Facet opowiedział historię poprzedniej nocy i na koniec dodał :
- Jeśli spotkałbym tego gościa co mi pomógł w trudnej chwili podzieliłbym się z nim wygraną.
Po chwili zgłasza się osobnik, który dał mu 25 centów ale w tym momencie naszemu bohaterowi strasznie żal się zrobiło "ciężko zarobionej" forsy więc nie tracąc rezonu wyjaśnił:
- Drogi przyjacielu, ale ja miałem na myśli tego człowieka, który nie domknął drzwi do sracza.

-------------------------------------------------------------------------------- 119.
Kochany, pocałuj mnie jak Romeo piękną Julię...
- To znaczy?
- Hmm... a może przytul jak Abelard swą Heloizę...
- Czyli jak?
- Jak?! Srak! Czytałeś ku*wa coś w ogóle?
- Tak! Naszą Szkapę. Ugryźć cię w dupę?

-------------------------------------------------------------------------------- 118.
Trener reprezentacji Rosji - Guus Hiddink wchodzi do sklepu sportowego. Rozgląda się, podchodzi do lady i mówi:
- Moja reprezentacja przygotowuje się do mistrzostw świata. Proszę o piłki do koszykówki, kije do bejsbola, łyżwy, kije golfowe, rakiety do kometki, tenisa...
- Hmmm.... A ta pańska reprezentacja to jaka?
- No właśnie chcę poznać, w co oni, sukin*yny, grają...

-------------------------------------------------------------------------------- 117.
Dyrektor do pracownika:
- Panie, pan wszystko robi powoli - powoli pan myśli, powoli pisze, powoli mówi, powoli się porusza! czy jest cos, co robi pan szybko?
- Tak, szybko się ku...... męczę...

-------------------------------------------------------------------------------- 116.
Staruszek przychodzi do lekarza i mówi:
- Panie doktorze mam jutro osiemdziesiąte urodziny i chciałbym to jeszcze jeden raz zrobić zanim odejdę z tego świata. Zamówiłem już prostytutkę na wieczór, ale czy mógłby doktor przepisać mi coś co sprawi, że stanę na wysokości zadania?
- Normalnie nie przepisuję takich rzeczy - odpowiada uśmiechając się lekarz - ale w pana przypadku mogę zrobić wyjątek na jedną noc.
Później tego wieczoru, niespodziewanie lekarz zadzwonił do staruszka i pyta jak idzie.
- Fantastycznie - odrzekł staruszek - miałem już trzy wytryski.
- To świetnie - odpowiada lekarz - Prostytutka musi być przyjemnie zaskoczona.
- No nie całkiem, ona jeszcze nie przyszła.

-------------------------------------------------------------------------------- 115.
Wczoraj w nocnym klubie poznałem świetną blondynę!
- Och Ty szczęściarzu!!!
- Zaprosiłem ją do siebie, wypiliśmy trochę, zacząłem ją dotykać...
- I co? I co?
- No a ona mówi: "Rozbierz mnie!"
- Nie może być!!!
- Zdjąłem z niej spódniczkę, potem majteczki, położyłem na stole tuż obok laptopa...
- O rzesz w mordę !!! Kupiłeś laptopa??? A procesor jaki?

-------------------------------------------------------------------------------- 114.
Przychodzi facet do lekarza
- Panie doktorze, nie staje mi...
- Pokaż pan, taa... nawet wisi jakoś nie tak...

-------------------------------------------------------------------------------- 113.
Rozmawia dwóch lekarzy:
- Wyobraź sobie, przyszedł dzisiaj do mnie pacjent, który skarżył się na ból w du*ie. Każę mu zdjąć spodnie i patrzę, a tam całe dupsko w kolcach! Pięć godzin mu je wyjmowałem!!!
Drugi:
- Hahaha... Ja to wczoraj dopiero miałem pacjenta! Przyszedł facet i skarży się na obcy przedmiot w du*ie. Każę mu zdjąć spodnie a tam z dupska koperta mu wystaje. Otwieram i czytam: "Doktorze, zielonooka brunetka, bez nałogów, zgrabna, zamężna, piersi - mała czwóreczka - poszukuje kochanka. Jeśli jest Pan zainteresowany, proszę odpowiedzieć tą samą pocztą."
Pierwszy:
- Hahaha... I co zrobiłeś?
Drugi:
- Nic takiego... Posłałem damie różę....

-------------------------------------------------------------------------------- 112.
Po sylwestrowe pobojowisko. Ludzie różnej płci śpią. Z jednego wyrka słychać szept:
On: - Daj...
Ona: - Nie.
On: - No daj...
Ona: - Nie!
On: - Daj...
Ona: - Nie, kur*wa!
On: - Czemu?
Ona: - Muszę najpierw z tobą chodzić.
On: - Daj... Jutro pochodzimy.

-------------------------------------------------------------------------------- 111.
Przeglądałem ostatnio profile, na stronie towarzyskiej.
Znalazłem kobietę o imieniu Gienia. Napisała, że preferuje seks za pieniądze.
Spojrzałem na zdjęcie.
Dla mnie jest jasne, że to ona płaci...

-------------------------------------------------------------------------------- 110.
Porucznik Rżewski na balu podchodzi do Nataszy Rostowej
- Natasza! Mam dla ciebie trzy propozycje.
- W pupę nie dam.
- W takim razie dwie.

-------------------------------------------------------------------------------- 109.
Zbiera sobie facet w lesie grzyby, a tu zza krzaka wychodzi staruszka z dubeltówką:
- Pan mnie, młody człowieku, na pewno zgwałcić chciałby?
- Skąd, co też babci do głowy przychodzi?!!!
- A tu trzeba będzie...

-------------------------------------------------------------------------------- 108.
Kurna, stary, ale wczoraj fajnie było, paliliśmy trawę, postanowiliśmy dać kotu też się sztachnąć.
- No i co?
- A nic, posiedział z nami, pośmiał się.

-------------------------------------------------------------------------------- 107.
Pojmali Ćli Kowboje trzech Indian: Wodza, Szamana i zwykłego wojownika, ale o agresywnym imieniu Sokole Oko. Wsadzili ich do stodoły, która robiła za wiezienie. Po kilku dniach Indianie im uciekli. Jednak Ćli Kowboje znów ich złapali i pytają:
- Jak się wam udało zbiec, kur*wa?
Wódz odpowiada:
- Siedzimy dzień. Howgh. Siedzimy drugi. Hogwh. Po trzech dniach Sokole Oko spostrzegł, że stodoła nie ma jednej ściany... Howgh.

-------------------------------------------------------------------------------- 106.
Wataha, składająca się z pięciu wilków, złapała Czerwonego Kapturka i puścili go w "obieg".
- No, Kaptur, ciekawe co ty w domu powiesz?
- Co powiem? Prawdę. Złapało mnie dziesięć wilków i puściło w obieg.
- Jak dziesięć? Nas jest pięciu.
- A co, drugiego kółka nie będzie?!

-------------------------------------------------------------------------------- 105.
Kochankowie w łóżku, a tu wraca mąż. Żona mówi do kochanka:
- Wyłaź na balkon!
- Ale jest 20 stopni mrozu!
- Wyłaź natychmiast!!!
Facet wylazł, a kochanka mówi:
- Skacz!
- Ale to jest 12 piętro. Zabije się!
- Skacz bo będzie kaszana!!!
Facet skoczył, zabił się. Leży mokra plama pod domem, a kochanka się wychyla przez okno i woła:
- I za dom! Spierd*laj za dom!!!

-------------------------------------------------------------------------------- 104.
Siedzi dwóch kolesiów w kinie, a przed nimi taki wielki, łysy drechol, grube karczycho, złoty kajdan na szyi - z dziewczyną siedzi. Jeden z tych kolesiów do drugiego:
- Stary, założę się z tobą o 50 zeta, że nie klepniesz łysego w glace.
- No dobra, w sumie co mi szkodzi - myśli ten drugi i klepie łysego w glace.
Łysy się odwraca, a koleś:
- Krzychu, to Ty? A nie... To przepraszam...
Łysy:
- Żaden Krzychu, kurwa, dotknij mnie jeszcze raz to Ci jebne! i się odwraca.
Na to ten pierwszy koleżka do drugiego:
- Stary, świetnie to rozegrałeś, ale idę z tobą o 200 zeta, że go drugi raz nie klepniesz.
- No dobra, w sumie co mi szkodzi - myśli sobie ten drugi i pac łysego w glace.
Łysy zjeżony się odwraca, a koleś:
- Krzychu, no kurwa, 8 lat w podstawówce, ze 3 lata w jednej ławce przesiedzieliśmy, Krzychu, no nie pamiętasz mnie?
Łysy:
- Ku*wa, nie byłem w żadnej podstawówce, zaraz ci tak przypie*dolę, że się nie pozbierasz!
Zaczyna się podnosić, żeby wylutować kolesiowi, ale dziewczyna łapie go za rękaw i mówi:
- No daj spokój, Józek, film jest, a Ty będziesz jakiegoś cieniasa bił, chodź do pierwszego rzędu i oglądajmy...
Łysy niezadowolony idzie z dziewczyną do pierwszego rzędu, siadają.
Pierwszy koleś znowu do drugiego:
- Stary, naprawdę jestem pod wrażeniem, nieźle to wymyśliłeś, ale idę o 1000, że go trzeci raz nie klepniesz.
- No dobra, w sumie co mi szkodzi - myśli ten drugi.
Idą do drugiego rzędu, siadają za łysym i koleś wali łysego w łeb.
Łysy się odwraca, na maksa napięty, a koleś:
- Krzysiu, to ja tam na górze jakiegoś łysego w glace napierdalam, a Ty tu w pierwszym rzędzie siedzisz!

-------------------------------------------------------------------------------- 103.
Przychodzi mąż do domu patrzy, a tu żona podłogę myje z pupą wypiętą do góry. Długo nie myśląc, podbiega, łapie za tyłek, spódnice podwija, majtki w dół i ognia. Zrobił co chciał, a żona odwraca się do niego i mówi z politowaniem:
- Jesteś taki sam pojebany jak chłopaki u mnie w robocie...

-------------------------------------------------------------------------------- 102.
Siedzi sobie na kamyczku Małgosia.
W jednej ręce trzyma śledzionę, w drugiej wątrobę, oczy wiszą jej na żyłkach. Rękawem ociera krew wypływającą z uszu i wzdycha:
- Uuuhuuuhu, ale mi się kichnęło
--------------------------------------------------------------------------------
101.
Dwie starsze panie w domu starców.
Budzi się pierwsza z nich.
....
Zakłada sztuczną szczękę.
...
Cssss, Ssssss. (słychać dźwięki)
- Chyba nie moja.... O! Kiełbasę jadła... Fssss, Cssss. Ooo, i groszek.
Dalej mlaska, kręci językiem.
- Mmm nawet lody jadła... waniliowe - że też się nie porzygała?
Cssss, fssss...
- O, jednak się porzygała...
--------------------------------------------------------------------------------
100.
Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe butki.
Szarpie się, męczy, ciągnie...
- No, weszły!
Spocona siedzi na podłodze, dziecko mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie! No to je ściągają, mordują się, sapią...
Uuuf, zeszły!
Wciągają je znowu, sapią, ciągną, ale nie chcą wejść;
Uuuf, weszły!
Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki...
Pani niebezpiecznie zwęziły się oczy. Odczekała i znowu szarpie się z butami...
- Zeszły!
Na to dziecko:
- ...bo to są buciki mojego brata ale mama kazała mi je nosić.
Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała aż przestaną jej się trząść,
i znowu pomaga dziecku wciągnąć buty.
Wciągają, wciągają ..... weszły!.
- No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie masz rękawiczki?
- W bucikach...
--------------------------------------------------------------------------------
99.
Gość w eleganckiej, drogiej restauracji zauważył, ze kelner, który prowadzi ich do stolika ma w kieszeni łyżki. Z początku nie zastanowiło go to, ale gdy usiadł przy stoliku, zobaczył, ze kelner obsługujący jego stolik również ma łyżki w kieszeni. Inni kelnerzy na sali także. Poprosił kelnera bliżej i spytał:
- Po co wam łyżki w kieszeniach?
Kelner odpowiedział:
- Kilka miesięcy temu nasze szefostwo zleciło firmie Artur Andersen zrobienie analizy procesów. I wyszło, że średnio co trzeci klient zrzuca łyżkę ze stołu. Przez co trzeba iść do kuchni i przynieść świeżą. Dzięki temu, że mamy łyżki pod ręką zaoszczędzamy jednego człowieka na godzinę, a wydajność wzrasta o 70.3%. Klient zdziwił się, ale wkrótce zobaczył, że każdy kelner ma przy spodniach cienki łańcuszek, którego jeden koniec przyczepiony jest do paska, a drugi znika wewnątrz rozporka. Zaciekawiony przywołał kelnera i zapytał:
- Zauważyłem, że każdy z was ma łańcuszek przy rozporku. Po co on wam?
Kelner:
- Nie każdy jest tak spostrzegawczy jak pan. Ale skoro pyta pan, to wyjaśniam - również ten łańcuszek zalecił nam Artur Andersen. Wie pan mam go przyczepionego do ... no wie pan. Gdy idę do toalety, To rozpinam rozporek i wyciągam łańcuszkiem, dzięki czemu, po oddaniu moczu nie muszę myć rąk i wydajność wzrasta o 30%. Gość pokiwał ze zrozumieniem głową, ale zaraz wyjawił swą następną wątpliwość:
- Dobrze. Rozumiem, że wyjmuje pan łańcuszkiem, ale jak można się nim posłużyć do schowania? Jak wkłada się go z powrotem?- ... ?
- Nie wiem jak inni, ale ja łyżką...
--------------------------------------------------------------------------------
98.
Najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości jest zwykła woda.
Dwie krople na szklankę wódki i wszystko jak ręką odjął...
--------------------------------------------------------------------------------
97.
- Wróbelek na gałęzi siedzi czy kuca?
- Kuca, bo jakby siedział to by mu nóżki zwisały.
--------------------------------------------------------------------------------
96.
Jak się macie? - zażartował dyrektor .
Dobrze - zażartowali pracownicy
--------------------------------------------------------------------------------
95.
W korytarzu szef spotyka pracownika Andrzeja.
- Powiedzcie, ale tak jednym słowem. Jak się dziś czujecie? mówi szef.
- Dobrze - odpowiada Andrzej.
- A jak byście mieli to powiedzieć w dwóch słowach.
- Nie dobrze!
--------------------------------------------------------------------------------
94.
Do biura przychodzi pijany pracownik.
- Gdzie byliście? - pyta wściekły szef.
- Na lunchu - odpowiada pracownik używając fachowej nomenklatury.
- To dlaczego śmierdzicie wódą?
- A czym mam śmierdzieć? Lunchem???
--------------------------------------------------------------------------------
93.
Janie!
- Tak Panie?
- Kto wysiusiał na śniegu: Wesołego Alleluja Panu Hrabiemu?
- Ja Panie.
- Przecież nie umiesz pisać!
- Ale Pani Hrabina mnie prowadziła...
--------------------------------------------------------------------------------
92.
Młoda ortodoksyjna para Żydów przygotowuje się do ślubu. Poszli do rabina, aby zadać mu parę pytań.
- Czy to prawda, że kobieta i mężczyzna nie mogą ze sobą tańczyć?
- Tak to prawda - odpowiada Rabin - Z powodów moralności kobieta i mężczyzna mogą tańczyć tylko osobno.
- Nawet, jeśli są małżeństwem?
- Tak.
- A co z seksem?
- Będziecie małżeństwem, więc nie ma żadnego problemu.
- A możemy próbować rożnych pozycji?
- Oczywiście.
- Kobieta może byc na górze?
- Jak najbardziej.
- Możemy to robić na pieska?
- Jeśli lubicie.
- A na stojąco?
- Na stojąco kategorycznie nie!
- Ale Rabbi, czemu na stojąco nie?
- Bo to może skończyć się tańcem!
--------------------------------------------------------------------------------
91.
Mąż pod prysznicem wali sobie konia...
Wpada żona i krzyczy
- Stasiek! A co Ty do cholery wyprawiasz ?! Wstydź się!
Na co Stasiek po chwili konsternacji:
- To moje ciało i będę je myl tak szybko jak mi się podoba...
--------------------------------------------------------------------------------
90.
Poszedł facet do lasu. Tak łaził i łaził, że w końcu zabłądził. Chodzi więc po lesie i krzyczy. W pewnym momencie coś go szturcha z tyłu w ramie. Odwraca głowę, patrzy, a tu stoi wielki niedźwiedź, rozespany, wkurwiony, piana z pyska mu leci, i mówi:
- Co tu robisz?
- Zgubiłem się - odpowiada facet
- Ale czego się kurwa tak drzesz? - pyta znowu wściekły niedźwiedź.
- Bo może ktoś usłyszy i mi pomoże.... - mówi gość.
- No to kurwa ja usłyszałem. Pomogło ci?
--------------------------------------------------------------------------------
89.
Policjant rozwiązuje krzyżówkę. Wstrzymuje się przy haśle: "Największy ptak na trzy litery".
Chwilkę pomyśli, podrapie się za uchem, po czym z duma pisze:
... "MÓJ"
--------------------------------------------------------------------------------
88.
Pewien misjonarz był z misją humanitarną w Afryce. Któregoś dnia, idąc przez dżunglę, zauważył leżącego słonia. Podszedł i zobaczył, że słoń ma w nogę wbity gwoźdź. Zrobiło mu się żal i wyjął mu ten gwoźdź. Słoń wstał i popatrzył na swojego ratownika ze zmiłowaniem, jakby chciał powiedzieć "dziękuję", potem poszedł. Odwrócił się jeszcze raz, jakby chciał powiedzieć "do widzenia" i zniknął wśród drzew. - Ciekawe, czy go jeszcze kiedykolwiek znowu zobaczę? - pomyślał ratownik. Kilka lat później facet wybrał się do cyrku. Występowały tam rożne zwierzęta, także słonie, ale jego uwagę zwrócił jeden słoń, który patrzył na niego w ten sam sposób jak ten z dżungli. - Czyżby to ten słoń? - pomyślał. - Jest do tamtego taki podobny! Po występie podszedł do tego słonia, pogłaskał go w uszy, ale wtedy słoń złapał go trąbą i trzasnął nim kilka razy o podłogę, zmieniając jego ciało w krwawy pasztet.
Okazało się, że to nie był ten słoń
--------------------------------------------------------------------------------
87.
Przychodzi facet do pracy morda sina, ryj rozkwaszony, ślepia fioletowe kumple się pytają:
- stary, co ci się stało? Pod tramwaj wpadłeś ?
- eee, nie... żona mnie tak uderzyła....
- żooonaa ? czym cię tak pizdnela ? - eee, kurczakiem - kurczakiem ?!
- tak, zamarzniętym kurczakiem... - człowieku, a za co cię tak walnęła tym kurczakiem? - no bo wiecie - moja żonka to niezła laska: zgrabna figurka, jędrna dupcia, nóżki długie, więc wczoraj jak się nachyliła do lodówki po tego kurczaka, to się tak fajnie wypięła. Spódniczka mini, co ja na sobie miała tak jej się podsunęła do góry że stringi to całe było widać i jak ona tak szukała tego kurczaka, to ja już nie mogłem wytrzymać i zacząłem ją bzykać od tyłu.... no i właśnie wtedy pierdolneła mnie tym zamarzniętym kurczakiem!
- eeeeeeee, no stary! ale ta twoja żona to jakaś walnięta... ona nie lubi bzykania od tylu ?
- lubi i to bardzo... ale nie w Tesco......
--------------------------------------------------------------------------------
86.
- Dziś w pracy spotkałem zajebistą dziewczynę, mówie ci... piękne nóżki, miniówa, stringi - ummm... a pupcia! Pośladeczki idealne!...
- Hej, zaraz zaraz bajerancie - ty w oczyszczaniu robisz, no nie? Więc jaka dziewczyna?? Przecież najprawdopodobniej cały dzień w podmiejskich kanałach siedziałeś!
- Tak. A przez kilka cudownych chwil jej obcas zaklinował się w kratce studzienki kanalizacyjnej...
--------------------------------------------------------------------------------
85.
Żona zaproponowała Robertowi, żeby spróbowali kiedyś od tylu.
Zgodził się, choć nie mógł sobie wyobrazić, jakim cudem ma najpierw wystrzelić,
potem w nią wejść, potem założyć gumkę, a na końcu stwardnieć.
--------------------------------------------------------------------------------
84.
Dzwonek. Michałek podchodzi i pyta:
- Kto tam?
W odpowiedzi gruby męski głos:
- Nie twoja sprawa. Matka w domu?
- A co potrzeba?
- Mam chęć possać, matole.
- Mamy nie ma, jest tata. Możesz jemu possać!
--------------------------------------------------------------------------------
83.
- To było zwykle nieporozumienie, proszę Sądu - oświadcza mężczyzna oskarżony o obnażenie się w miejscu publicznym.
- Proszę sprecyzować swoje wyjaśnienie - mówi sędzia.
- Wysoki Sądzie, ta blondynka i ja popijaliśmy sobie w barze i ona mnie spytała, co najbardziej lubię w kobiecie.
No to ja wziąłem i pokazałem.
--------------------------------------------------------------------------------
82.
Na karnawałowy bal kostiumowy w pewnej firmie przychodzi blond sekretarka, zdejmuje futro i... okazuje się, że jest zupełnie naga. Koleżanka blondynka z działu kadr zwraca jej uwagę:
- Kaśka coś ty zrobiła? Przecież to bal kostiumowy.
- No właśnie, i w związku z tym ja się przebrałam za Adama. - odpowiada Kaśka
- Za Adama? - nie wierzy koleżanka - przecież ty nie masz ch*ja.
- No przecież dopiero co weszłam. Daj mi parę minut, zaraz się jakiś przyczepi.
--------------------------------------------------------------------------------
81.
Od czasu, jak spróbowałam nowego "Dove", moja skora odmłodniała,
stała się delikatna, przyjemna w dotyku - taka aksamitna wręcz.
Zmarszczki się zmniejszyły a rysy wygładziły.
Poczułam się młodsza i piękniejsza. Przybyło mi nowych sił.
Aż sama się zdziwiłam!

Chociaż w smaku - mydło jak mydło...
--------------------------------------------------------------------------------
80.
W jednej podhalańskiej wsi wilki wciąż napadały na stada owiec. W celu rozwiązania problemu zorganizowano zebranie, na którym byli obecni górale, przedstawiciele państwowej władzy i ekologowie. Górale postawili sprawę jasno:
- Wilków zajeb*ć!
- Zaproponowalibyśmy bardziej humanitarna metodę - wystąpił młody ekolog, z bródką w okularkach i t-shircie z Che Guevara
- W skrócie polega na tym, by zrobić wasektomie czyli przecięcie nasiennych kanalików wszystkim samcom. U wilków pozostanie instynkt rozrodczy, lecz samic nie będą mogli zapładniać. W ten sposób populacja wilków zejdzie do zera.
Usłyszawszy taką propozycję, górale zaczynają coś żywo dyskutować między sobą.
Wreszcie wstaje stary baca, zdejmuje czapkę i mówi, zwracając się do przedstawiciela "zielonych":
- Posłuchaj, synuś, czy ty pojąłeś sedno naszych problemów? Wilki nie ruch*ją nasze owce, ale je zjadają...
--------------------------------------------------------------------------------
79.
Na bazarze Gruzin handluje winem:
- Zapraszam!!! Najlepsze wina w okolicy!!!
Podchodzi mężczyzna:
- Ma Pan Khvanchkara?
- Mam.
- To proszę butelkę.
Gruzin bierze butelkę, ogromną chochlą nalewa wino z wielkiej kadzi, przykleja etykietkę i wręcza butelkę mężczyźnie.
- Proszsz... Prawdziwa Khvanchkara.
- A Kindzmarauli też pan ma, może?
- Oczywiście!
- To też jedna butelkę poproszę.
Gruzin bierze butelkę, ogromną chochlą nalewa wino z tej samej kanki, przykleja nalepkę i wręcza butelkę mężczyźnie.
- Proszsz... Prawdziwa Kindzmarauli.
- To jeszcze poproszę Chateau malabut - decyduje sie mężczyzna. - Ma pan?
- Oczywiście! Wino mam, ale etykietek zabrakło...
--------------------------------------------------------------------------------
78.
Międzynarodowe badania socjologiczne wykazały, że coraz częściej mężczyźni żenią się z kobietami starszymi od siebie.
Na pytanie: "Dlaczego związał się Pan ze starsza kobietą?",
statystyczny Amerykanin odpowiadał: "Bo była bogata",
statystyczny Brytyjczyk: "Bo miała tytuł",
statystyczny Francuz: "Bo miała doświadczenie w miłości"
a statystyczny Rosjanin: "Bo osobiście widziała Lenina".
--------------------------------------------------------------------------------
77.
Wykoleił się pociąg wiozący naszych ukochanych przedstawicieli narodu, nasz Sejm umiłowany. Na miejsce pędzą ekipy ratownicze, karetki, śmigłowce i inne takie.
Przyjeżdżają na miejsce, znajdują rozpieprzony pociąg i ani żywego ani martwego ducha.
Szef ratowników pyta okolicznych włościan:
- Gdzie się podziali wszyscy z tego pociągu?
- Pochowalim.
-To wszyscy zginęli, co do jednego?!
- No niektórzy mówili, że jeszcze żyją, ale kto by tam panie politykom wierzył...
--------------------------------------------------------------------------------
76.
Dla uzależnionych od gg:

- Kochanie, to nieprawda, ze interesuje się Tobą dopiero od momentu, kiedy przesłałaś mi swoje zdjęcie, a wcześniej Cię olewałem. Jak możesz tak pisać? Fascynuje mnie w Tobie przede wszystkim Twa inteligencja, uwielbiam nasze wspólne rozmowy, jesteś błyskotliwa, dowcipna, wrażliwa i bardzo czuła. Chyba zakochałem się w Tobie, masz cudowny charakter...
- pOwaShNiE pIsZeSz MuJ sLoTki MiSiAcZku?
--------------------------------------------------------------------------------
75.
Rosyjscy naukowcy opracowali elektroniczną ruską babę na miarę naszych czasów.
Jest napędzana specjalnymi bateriami na baterie na baterie.

Japońscy naukowcy stworzyli cyfrowo programowanych superminiaturowych japońskich naukowców.

Zespól superminiaturowych japońskich naukowców opracował specjalną dodatkową miniaturową bateryjkę do ruskiej baby.

--------------------------------------------------------------------------------
74.
Gabinet lekarski w przychodni rejonowej w Rejowcu Fabrycznym. Akurat czwartek, więc przyjmuje psychiatra. Wchodzi gościu - na oko jakieś 47 lat, grubawy, łysiejący na czubku głowy, w okularach, ma pekaesy. Zezuje i przegina głowę na lewo.
- Na co się pan uskarża? - pyta lekarz.
- Żo-żo-żona mi sieeeeę pu-pu-puszcza!
- A gdzie teraz wiernej szukać? - mówi lekarz.
- Sy-sy-syn włóczy się i chu-chu-chuligani.
- No, ale jeszcze nikogo nie zabił, nie?
- No-no-no iii... sz-sz-szczam w nocy do łó-łó-łóżka.
- Spróbujemy zaradzić. Proszę łykać nervosal dwa razy dziennie i przyjść za dwa tygodnie.
Po dwóch tygodniach koleś przychodzi. Roześmiany, dżinsy czerwone, sweterek w romby.
- Co słychać? - pyta medyk.
- Wporzo.
- Jak żona?
- Puszcza się. Ale gdzie teraz szukać wiernej?
- Synalek?
- Rozrabia. Ale nikogo nie zabił.
- A jak tam w nocy?
- Szczam. Ale do rana zawsze zdąży wyschnąć!
--------------------------------------------------------------------------------
73.
Osoby rodzaju żeńskiego dzielą się na:
- dziewczyny
- kobiety
- staruszki.

Dziewczyny dzielą się na:
- już dziewczyny
- jeszcze dziewczyny
- dziewczyny z dzieckiem.

Kobiety dzielą się na:
- damy
- nie damy
- damy ale nie wam.

Staruszki się nie dzielą. Się rozkładają...
--------------------------------------------------------------------------------
72.
Wpada uradowany małżonek do domu:
- Kochanieee, wygraliśmy szóstkę w totka. No wygraliśmy szóstkę!!! Czemu się nie cieszysz?
- Bo wiesz, moja mama umarła.
- No k*rwa jak się darzy to się darzy.
--------------------------------------------------------------------------------
71.
Przed bitwa pod Grunwaldem spotykają się obie armie. Zadowoleni z tego, że się wzajemnie odnaleźli urządzają imprezkę. W krzyżackim obozie wszyscy napierdoleni, klina klinem popychają, sytuacja trwa kilka dni. Pewnego poranka budzi się Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierając podawaną mu flaszkę, pyta sługi:

- Co to my dzisiaj mamy?
- Dzisiaj ma być bitwa, Wielki Mistrzu...
- O koorwa... - powiedział skacowany Mistrz przecierając twarz.

Gdy już po paru głębszych Mistrz zaczął kontaktować, doszedł do wniosku, że zamiast wymordowywać się wzajemnie można by wystawić do walki po jednym rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwycięży. Nie będzie musiało tylu ginąc. Jak pomyślał - tak zrobił.
Wysłali więc kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gości z jednym mieczem?) z poselstwem do Polaków. A tam... balanga na całego! Trzeba znaleźć Jagiełłę! Po pewnym czasie odnaleźli go w końcu najebanego w stogu siana. Przystał na wszystko co mu powiedzieli...
Teraz trzeba wybrać odważnego do walki. Krzyżacy nie mieli z tym większego problemu - wybrali oczywiście Zygfryda de Loewe - najmężniejszego z mężnych. Był to rycerz z drewna nie strugany. 3,80 wzrostu, 2,40 w barach. Teraz trzeba znaleźć dla niego konia. Niestety, jakiego by nie przyprowadzili, to albo się załamywał albo Zygfryd kolanami o ziemię szorował... Sytuacja beznadziejna. Na szczęście Wielki Mistrz miął znajomości u Hannibala.
-Masz tu ode mnie tego słoniokonia - na pewno będzie dobry.
Rzeczywiście, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykał. Kolejny problem to miecz: szukają i szukają, ale żaden nie jest dobry. Największy miecz jaki znaleźli w całych Prusach to Zygfryd w trzech palcach trzymał! To przecież bez sensu! Poszli więc do kowala, aby wykuł odpowiednie oręże. Kowal wykuł najpotężniejszy miecz jaki istniał - siedmiometrowy! Zygfryd zważył go w ręku, jak machnął, to za jednym zamachem ściął 14 dębów! No, tym to mogę walczyć!
Pozostała jeszcze zbroja. Jakiej by nie znaleźli to albo za mała, albo jakąś taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykuł odpowiednią zbroję dla Zygfryda. Zajebista płytówka - pasowała jak ulał, zdobiona zlotem i nader wszystko wytrzymała. Zygfryd był gotowy do walki.
Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiełło szuka ochotnika, ale nikt się nie zgłasza. Król postanawia wziąć ich sposobem - polewa dodatkowa porcje miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie najebani nie chcą walczyć. Jagiełło poszedł do starego druha - Zawiszy Czarnego. Niestety, ten nie był skory do opuszczania domu.
- Ubrudzę się tylko, jeszcze może mi się cos stać... Daj mi spokój!
Kolejny był Maćko z Bogdańca - ale ten również nie był chętny.
- Tu Jagienka na mnie czeka, a ja się będę gdzieś po jakiś polach bitwy chędożył? Nie ma mowy!
Następny Jurand - ale ten ma oczy wyjebane! BEZNADZIEJA! Załamany Król wziął sznur i poszedł do lasu się powiesić. Idzie i nagle widzi: jakiś kurdupel - metr dwadzieścia - konus taki, ubrany w marną skórzaną kurteczkę, z zardzewiałą szabelką u pasa, opiera się o drzewo i napruty jak worek... spawa. U Króla pojawiła się iskierka nadziei, takie małe światełko w tunelu. Podchodzi i pyta, czy ten się zgodzi na walkę.
- No pewnie! - odpowiedział napierdolony totalnie glos. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej.
Teraz trzeba go wyposażyć. I tu problem. Jakiego konia by nie znaleźli, to dla małego Palaczka olbrzym. Nie utrzymałby go nawet. Olali sprawę. Teraz miecz. Niestety, nawet najmniejszego nie był w stanie unieść. Wyluzowali. Jeszcze zbroja. Ale jakiej by nie przynieśli, to dla naszego bohatera jak dom wielka - popijawy by mógł w środku urządzać. Dali se siana. Zostawili mu tylko to co miał - cienką skórę i przerdzewiałą szabelkę. Na koniec poprosili tylko o jedno:
- Po wszystkim możesz robić co chcesz, ale w dzień bitwy, na Boga, przyjdź trzeźwy!
Słońce wzeszło, obie armie stoją naprzeciwko siebie. Z szeregu krzyżackiego wyłania się wspaniały rycerz. Ale gdzie Polak???... Szukają go i szukają. W końcu znaleźli - oczywiście napierdolony jak dzwonek. Mimo to tanio skóry nie sprzedamy. Cucą go i wypychają.
Na ugiętych nogach, zataczając się wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw niemu wielki Zygfryd de Loewe w błyszczącej zlotem zbroi, z wykurwistym mieczem, na potężnym słoniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku. Pędzi z ogromną prędkością, ziemia drży pod kopytami słoniokonia, drugie słońce błyszczy na złotej piersi Zygfryda (wielki miecz zasłania to pierwsze).
Jagiełło wytrzeźwiał natychmiast i pojął co zrobił. "Ja pie.rdole! Przecież on zaraz zmiażdży naszego i wpadnie w nas - rozniesie nas w puch. Jesteśmy już martwi!" - pomyślał zasłaniając twarz.
- W NOGI, kurrrrwa, W NOGI!!! - krzyczy Król i wszyscy spierdalają gdzie popadnie.
Zygfryd de Loewe na swym słoniokoniu wpada na kurdupla Polaka - huk, trzask, uniósł się tylko kurz i dym...
Wielki Mistrz podjeżdża na miejsce potyczki, aby pogratulować swojemu zwycięstwa. Kurz opada, a tu straszny widok: słoniokoń leży z obciętymi nogami, paręnaście metrów dalej Zygfryd (całe piszczele ma pokrwawione), a Polak stoi niewzruszony opierając się o szable i mówi:

- Gdyby nie było "W NOGI", to bym ci koorwa łeb upier.dolił...
--------------------------------------------------------------------------------
70.
List mamy blondynki do syna

Pisze do Ciebie tych kilka linijek żebyś wiedział ze do ciebie pisze. Więc jeżeli otrzymasz ten list to znaczy że dobrze do Ciebie dotarł. Jeżeli go nie otrzymasz to poinformuj mnie o tym, wyślę go jeszcze raz. Piszę do ciebie wolno bo wiem ze nie potrafisz szybko czytać. Ostatnio ojciec przeczytał w pewnej ankiecie ze najwięcej wypadków zdarza się kilometr od domu, dlatego zdecydowaliśmy się przeprowadzić dalej. Dom jest wspaniały; jest tu pralka, chociaż nie jestem pewna czy jest sprawna. Wczoraj, włożyłam do niej pranie, pociągnęłam za sznurek i pranie gdzieś wsiąkło, no ale cóż. Pogoda nie jest tu najgorsza. W tamtym tygodniu padało tylko dwa razy. Pierwszy raz padało 3 dni, drugim razem cztery. Jeżeli chodzi o te kurtkę którą chciałeś, wujek Piotr powiedział że jeśli ci ja wyślę z guzikami, które są ciężkie, to będzie drogo kosztowało, więc oderwałam guziki i włożyłam je do kieszeni. Ojciec dostał pracę, jest bardzo dumny, ma pod sobą jakieś 500 osób. Kosi trawę na cmentarzu. Twoja siostra Julia ,ta która wyszła za swojego męża, wreszcie urodziła, nie znamy jeszcze płci, dlatego ci nie powiem jeszcze czy jestes wujkiem czy ciocia. Jesli to dziewczynka twoja siostra chce nazwac ja po mnie, ale to będzie dziwne nazwać swoja córkę "mama". Nie widzieliśmy za to wujka Izydora, tego który umarł w tamtym roku... Gorzej jest z twoim bratem Jasiem. Zamknął samochód i zostawił w środku kluczyki, musiał iść do domu po drugi komplet żeby nas wyciągnąć z auta. Jeżeli będziesz się widział z Małgosią pozdrów ją ode mnie, jeśli jej nie będziesz widział nic jej nie mów.
Twoja mamusia Krysia
P.S. Chciałam ci włożyć parę groszy do listu, ale zakleiłam już kopertę.
--------------------------------------------------------------------------------
69.
Spotykają się po latach dwaj kumple ze studiów.
Jeden do drugiego:
- wiesz co stary, jak sobie pomyśle jaki ze mnie inżynier, to się ku*wa boje iść do lekarza...
--------------------------------------------------------------------------
68.
Hrabia, po dłuższym pobycie za granica, wraca do swoich posiadłości.
Na dworcu czeka na niego zaprzęg koni i wierny lokaj Jan.
- No i cóż tam zdarzyło się nowego we dworze podczas mojej nieobecności, Janie?
- Nic nowego, jaśnie panie...No, może tylko to, ze Azorek zdechł
- Azorek?! Mój ulubiony pies? Jak to się stało?
- Ani, nażarł się końskiej padliny, to i zdechł.
- A skąd we dworze końska padlina?
- Konie się poparzyły, to zdechły.
- Jak to, konie się poparzyły???... Od czego?
- Od ognia, panie, jak się stajnia paliła.
- A kto podpalił stajnie?
- Nikt, od płonącego dworu się zajęła.
- Na miłość boską, to i dwór spłonął? Jakim sposobem?
- Ano, po prostu: świeczka przy trumnie teścia pana hrabiego się przewróciła i firany się zajęły.
- Och! A czemu mój teść umarł?
- Bo Jaśnie Pani uciekła z tym oficerem, co się z nim od trzech lat spotykała.
- Spotykała się od trzech lat?! To przecież nic nowego!
- Właśnie mówiłem, jaśnie panie, że nie zdarzyło się nic nowego.
----------------------------------------------------------------------------
67.
Przychodzi baba do lekarza....jeszcze nie zaczęła mówić, a lekarz ją gasi:
L - aaaaaaale pani ma wielka duuuupę :))) i się śmieje
babka wkurzona na maxa , trzasnęła drzwiami i idzie do 2 lekarza.
Sytuacja się powtarza.......babka się wkurzyła jeszcze bardziej i idzie do dyr. ZUSu.. ze skargą
w międzyczasie lekarze których baba odwiedziła zadzwonili do 3 przyjmującego
w oddziale że jest taka i taka babka i żeby się czasami nie śmiał z jej
wielkiej dupy bo będzie awantura...
Po paru min. babka wchodzi do 3 lekarza, który z wielkim trudem
powstrzymuje się od wybuchu śmiechu i poważnym głosem do niej
L- co tez pani dolega ....?
B- no proszę pana mam taki problem , eeeee bo eee widzi pan mam taki mały biust :))
L- hmm wie pani co, niech pani często między piersiami pociera papierem
toaletowym, w końcu na dupę pomogło
------------------------------------------------------------------------------
66.
Dietetyk do pacjentki:
- Owszem, ja mogę sprawić, że pani schudnie, lecz niech pani pamięta,
ze chuda krowa to jeszcze nie sarenka!
------------------------------------------------------------------------------
65.
- Podobno masz dziś 25 rocznice ślubu !? - zagaduje przyjaciel przyjaciela.
- I co sprawisz swojej żonie na prezent ? - kontynuuje.
- Wyśle ją na wycieczkę do Australii - odpowiada pytany.
- O rany... to co jej sprawisz na 50 rocznice ? - nie daje spokoju ciekawski.
- Pojadę po nią.
------------------------------------------------------------------------------
64.
W aptece stoi nieśmiały chłopak.
Gdy wszyscy klienci wyszli, aptekarz pyta:
- Co, pierwsza randka?
- Gorzej, odpowiada chłopak, pierwsza wizyta u mojej dziewczyny.
- Rozumiem - mówi aptekarz - masz tu prezerwatywę. Chłopak się rozochocił,
- Panie, daj pan dwie, jej mama podobno też fajna dupa.
Po wizycie dziewczyna mówi do chłopaka:
- Gdybym ja wiedziała że Ty taki niewychowany, cały wieczór nic nie powiedziałeś,
i patrzyłeś na podłogę, nigdy bym Ciebie nie zaprosiła.
- A gdybym ja wiedział że twój ojciec jest aptekarzem, też bym nigdy do
Was nie przyszedł...
-------------------------------------------------------------------------------
63.
Przychodzi blondynka do banku i mówi, że wylatuje na wakacje za granice i
prosi o kredyt w wysokości 3000 PLN na 2 tygodnie. Urzędnik prosi ją o
przedstawienie jakiegoś zabezpieczenia pod pożyczkę. Blondi wyjmuje
kluczyki od Jaguara stojącego przed bankiem. Po sprawdzeniu wszystkiego,
bank zgadza sie na przyjecie samochodu pod zastaw. Pracownik banku odbiera
kluczyki i odprowadza samochód do podziemnego garażu w banku.
Po 2 tygodniach blondynka oddaje dług w wysokości 3000 PLN i odsetki 22,50 PLN.
Urzędnik bankowy mówi: "Cieszymy się z udanego interesu i mamy nadzieje, że
wakacje się udały. Jednakże w czasie Pani nieobecności sprawdziliśmy, że
jest Pani multimilionerką. Zastanawia nas, po co zawracała Pani sobie głowę
pożyczką na 3000 PLN ?" Blondi odpowiada: "A gdzie do diabla w Warszawie
znalazłabym parking strzeżony dla Jaguara na 2 tygodnie za 22,50 złotych?"
---------------------------------------------------------------------------------

.... panie doktorze mojej żonie podczas stosunku
uginają się dziwnie palce u stop ???
Doktor:
A próbował pan ściągnąć żonie rajstopy ???
---------------------------------------------------------------------------------
62.
Grupa znajomych, kilka par, znudzona już różnymi zabawami postanowiła
zorganizować małą orgietkę. Zamknęli się w pokoju, zgasili światło i zabawa
trwa. Nagle jeden z facetów, wkurzony zapala światło i krzyczy:
- ku*wa mac, ustalmy jakieś reguły, bo ja już trzeci raz robię komuś laskę
---------------------------------------------------------------------------------
61.
Przychodzi McGyver do sklepu i mowi
- prosze komplet narzedzi
- niestety, nie mamy tu narzedzi
- a co macie ?
- mamy juz tylko ketchup
- niech bedzie, poradze sobie.
-------------------------------------------------------------------------

<< wstecz - str. 1 <<

>> dalej - str. 3 >>





 
Copyright 2007 SOPAWTEX. All rights reserved.